Czy pech, czy klątwa "dobrego" zawodu - post do Koleżanek - gospodyń domowych???
25
Muszę podzielić się moimi żalami z Wami (bo nie mam z kim, odkąd odeszłam z zespołu szpitalnego). Mieszkam na wsi. Pracuję od 6 m-cy w POZ. Obecnie uczę się do egzaminu specjalizacyjnego. Właśnie od kilku tygodni mam panią, która pomaga ogarnąć mi mieszkanie w trakcie mojej nauki. Pani rekomendowana przez byłą salową "mojego byłego" szpitala (wszyscy jesteśmy z tej samej wsi, tylko ja od niedawna tu mieszkam). Pani po sześćdziesiątce, otyła, z DM, RZS, schorowana. Jak ją zobaczyłam, obawiała się czy w ogóle się nadaje... Ale strasznie rozgadana (taka trochę mądralińska). Zapytałam, czy da radę (pokazując teren pracy - ogólnie czyste zadbane pomieszczenie 5-pokojowe). A jakże - pewnie że da (usłyszałam). Ustaliłam stawkę godzinową (choć chciała za robotę, ale robota co tydzień różna, nigdy nie jest tak samo: to okna, to tyko kurze lub podłogi). Stawka za godzinę - to fakt - nieduża. Po 4 epizodach "pseudo-sprzątania" jest tak: przywożę panią do domu samochodem (bo z pracy nie mam daleko i w sumie to jest nie problem). Jestem z nią w domu z poślizgiem 10-15 minutowym. Odwożę z powrotem do domu (ZAWSZE). Pani się przebierze (przy tym pogada) - ok.
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.
Ten post ma 25 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.