czy to naprawdę musi być sci-fi?
Cytując Martina Luthera Kinga:
„I have a dream” –
a wszystko wyglądało mniej więcej tak:
Pewnego dnia obudziłem się z gorączką i bólem głowy. Stwierdziłem, że chyba raczej na pewno jestem chory. Postanowiłem więc udać się do Lekarza Pierwszego Kontaktu, u którego - prawdę powiedziawszy - nigdy jeszcze nie byłem. Zamówiłem taksówkę, bowiem nie czułem się na siłach sam prowadzić auta. Cieplutko ubrany wyszedłem z domu i pojechałem do Ośrodka Zdrowia. Wszedłem na poczekalnię i przez chwilę szukałem rejestracji. Znalazłem – uśmiechnięta recepcjonistka zapytała się mnie, do którego lekarza chciałbym pójść. Powiedziałem, że do rodzinnego, bo jestem bardzo przeziębiony, mam gorączkę i bóle głowy. Pani zapytała się mnie, czy jestem ubezpieczony, poprosiła o plastikową kartę ubezpieczenia, którą na chwilkę wzięła, coś tam z nią porobiła, spojrzała na mnie i stwierdziła, ze muszę zaktualizować zdjęcie, bo już 10 lat minęło od ostatniej aktualizacji. Oddając kartę powiedziała, żebym zostawił wierzchnią odzież w pilnowanej szatni, podszedł pod gabinet nr 6 i poczekał chwilkę, bo doktor będzie za 5 minut. No cóż – poszedłem i siadłem na zydelku uzbrajając się w cierpliwość myśląc, że będę czekać przynajmniej pół godziny. Ku mojemu zdziwieniu, za niespełna 5 minut otwarły się drzwi i zostałem poproszony
Ten post ma 32 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.