ile robić dla pacjenta albo czego nowego nauczyłem się dzięki ŚDM
103
Trwają Światowe Dni Młodzieży.
Podwojona obsada dyżurna, faktycznie sporo ludzi (ponad 1,5 mln) w Brzegach: generalnie stan oblężenia punktów medycznych i w konsekwencji SORów i IP jest oczywistą oczywistością.
Karetki wiozą młodych ludzi (zasłabnięcia, odwodnienia, duszności psychogenne) do tych miejsc, do szpitali w całym Krakowie.
Wiozą, ludzie jak to można łatwo przewidzieć, chcą się na ogół wypisać na własną prośbę, wyjeżdżają wkrótce, no ale konieczna długość obserwacji lub wręcz konieczność przyjęcia do szpitala powodują że propozycje ze strony lekarza trafiają na opór pacjenta (do czego ma on oczywiście prawo).
Sytuacja robi się szczególnie skomplikowana, gdy pacjent trafia do IP, nic szczególnego mu nie jest, ale też wymagałby obserwacji, na co jednak logicznie i spójnie nie wyraża zgody i chce się wypisać, jest 2 w nocy, szpital do którego jest przywieziony jest 20 kilometrów od obozowiska w Brzegach, a pacjent sprawia wrażenie że mniej więcej wie, na jakim jest kontynencie i to wszystko, ale chce do Brzegów wrócić.
Tu zaczyna się opowieść.
Otóż dotychczas miałem wrażenie (i takie udawało mi się usłyszeć opinie), że to ja jestem z miejscowych szpitalnych liderów zdziwiania, postawy biegunowo propacjenckiej, zachowawczości i tak dalej.
Ale nauczyłem się czegoś innego. Dyżury są podwójne, jako się rzekło. Starszeństwo (i formalne dyrektywy szefa) wskazują jako pierwszego dyżurnego panią doktor która ma doktorat, dwie sp
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.
Ten post ma 103 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.