Tzw. list otwarty środowisk medycznych, w jakim celu?
Od użytkownika Konsylium24.pl, Doktora Jerzego Jaśkowskiego otrzymaliśmy poniższy list z prośbą o publikację. Ma Doktor Jaśkowski rację? Nie ma racji? Czy my, jako lekarze, powinniśmy jakoś zareagować wspólnie na to co się dzieje? A może powinniśmy dopisać się pod nazwiskami profesorów - sygnatariuszy listu otwartego, o którym poniżej mowa? Uwaga - długie. Ale naprawdę warto przeczytać.
================================================================
Pierwszego lutego Gazeta Wyborcza [GW] opublikowała list otwarty "przedstawicieli środowisk medycznych - czterech", na temat metod profilaktyki raka szyjki macicy. Pod listem podpisali się prof. prof. Jerzy Stelmachów - konsultant krajowy w dziedzinie ginekologii onkologicznej, Mariusz Bidziński - prezes Polskiego Towarzystwa Ginekologii Onkologicznej, Ryszard Poręba - prezes Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego, Marek Spaczyński - Centralny Ośrodek Koordynacji...
Zastanawia fakt opublikowania takiego listu teraz, po klęsce kampanii szczepień przeciwko wirusowi AH1N1, czyli popularnej znanej od 1976 roku grypie. Jak bowiem wiadomo, wirus AH1N1 po raz pierwszy został zidentyfikowany w bazie wojskowej USA w Oregonie, gdzie spowodował dwa przypadki śmiertelne w 1976 roku. Od tego czasu stanowi ok. 89% zakażeń grypy sezonowej przynajmniej w Polsce. Przykładowo w 1986 roku chorowało na grypę ok. 3 mln Polaków, podobna epidemia miała miejsce w 1993 roku itd. I, jak wiadomo, o żadnej pandemii nie było mowy, ba nawet nie wspomniano o epidemii.
W owym okresie szczepionek nie było, więc kampanii medialnej na temat szczepień także nie było. Sprawa zaczęła się w 2006 roku w chwili ogłoszenia informacji o wyprodukowaniu kolejnej szczepionki tym razem przeciwko wirusowi ludzkiego brodawczaka [HPV]. Otóż twierdzenie PT autorów że szczepienia: (cyt.) "znacząco pozwalają ograniczyć odsetek stanów przednowotworowych szyjki macicy" zupełnie nie znajduje potwierdzenia w badaniach medycznych.
Po pierwsze: zaleca się szczepienie młodocianych dziewcząt, a efekt ewentualnej skuteczności szczepionki wystąpi po 20-30 latach. Każdy przeciętnie inteligentny człowiek wie, że jeżeli nawet w roku 2000 zaszczepiło się te dziewczynki, to ewentualny efekt szczepień, czyli niechorowanie na raka, możliwy będzie do stwierdzenia ok. roku 2020 lub 2030. Jak wiadomo, mamy dopiero rok 2010, czyli zakrawa na wizjonerstwo twierdzenie wymienionych przedstawicieli medycznych, że szczepienie cokolwiek zmieni w statystyce zachorowalności na raka szyjki macicy. Jest to podobne twierdzenie do wypowiedzi innych "sekt medycznych" np. o skuteczności urynoterapii, kaproterapii itd.
Kolejne twierdzenie, że badania w Polsce potwierdziły skuteczność szczepionki nie znajduje potwierdzenia z powodu braku piśmiennictwa naukowego z podanego wyżej powodu. Powstaje więc pytanie o rzetelność prac dopuszczonych do druku w czasopismach medycznych.
Kolejne twierdzenie że "środowiska medyczne są zgodne, że szczepienia są niezwykle cennym osiągnięciem…" jest nadużyciem. Szczepienia coraz bardziej są traktowane jako metoda historyczna. W wielu przypadkach znane są już dane statystyczne, udowadniające nieskuteczność szczepień, a także istnieje wiele danych świadczących o szkodliwości szczepień.
Jak powszechnie wiadomo, medycyna nie jest urawniłowką i nie można do ws
Ten post ma 41 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.