co ja robię nie tak?

26
Wiadomo od dawna iż nie jestem ekspertem inteligencji emocjonalnej, komunikacyjnej, werbalnej, dobra: nie jestem ekspertem inteligencji jakiejkolwiek, bo nie miałem specjalnie z inteligencją własną do czynienia w moim już nie tak krótkim życiu. Ale i tak się zastanawiam. Przypadek 1. Izba Przyjęć. Mężczyzna 65 letni po alloplastyce stawu kolanowego 4 miesiące temu, ortopeda zleca na wizycie rutynowe badania, pacjent bezobjawowy poza obrzękiem podudzia prawego raczej "niepooperacyjnym", D-dimery 2400 (N<500). Skierowany z podejrzeniem ZP. Bez objawów klinicznych. W ekg RZ RBBB (jednak...) Podudzie - klinicznie zakrzepica. W warunkach naszego powiatowej rangi lazaretu (tyle że leżącego w Krakowie, a Kraków to co? powiat przecież), wykonujemy dyżurowo TK w algorytmie ZP i jednak bingo-zlokalizowane bo zlokalizowane ale zmiany zatorowe w tt. płuca prawego. Pacjent nie zgadza się na hospitalizację, przyjdzie jutro (!). - czemu pan się nie zgadza? - nie jestem przygotowany. - proszę pana, istotą chorowania, wypadków, stanów nagłych, pogorszeń jest to że występują losowo i nie jesteśmy przygotowani (stąd np. mój nieustanny ponury zachwyt epicko absurdalnym zaleceniem związanym z podaniem dawki szczepienia p/tężcowi w chwilach urazu- "szczepić (m.in)jeśli nie ma dokumentacji szczepień". Skąd, kur.wa, oczekiwanie, że robotnik budowlany będzie miał dokładnie w dniu urazu- dokumentację szczepień w kieszeni ferszalunku? Medycyna mnie wykańcza, rzeczywistość mnie wykańcza....) No dobra. Przemodyfikowałem przygotowane dokumenty do przyjęcia na dokumenty do wypisu.
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.

Ten post ma 26 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.