Oko Londynu
73
Mind the gap.....
W realtywnie przenikliwym wilgotnym zimnie kwietniowego poranka kolorowe windy
wieżowca 122 Leadenhall Street odprawiają swój kolorowy, przypominający zaawansowane konstrukcje Lego, rytuał - szklana ściana pokazuje ich ruch - mają różnobarwne obramówki podobnie jak przeciwwagi, patrząc, nie wierzysz do końca że to budynek w centrum finansowym
świata, że te windy wiozą ludzi których podpisy przenoszą z miejsca na miejsce miliardy funtów i dolarów, wydaje się, że chodzi o zabawę.
To jedno z moich ulubionych miejsc, wracam tu ilekroć jestem w tym mieście.
To miejsce w którym osobiste znaczenie miasta indywidualizuje się moją myślą i chwilą-
chwilą mojej obserwacji.
To ja decyduję, że szklana fasada jednego z wyższych wieżowców City nie jest fasadą
świątyni finansów, tylko pop-artowym akcjonistycznym uśmiechem Londynu do mnie,
a zabawkowe choć tak naprawdę śmiertelnie poważne pomimo wyglądu windy, są
kolorowym ruchomym ornametnem na tle szarości londyńskiego nieba.
Cóż- każde miejsce ma swoje tło, syntoniczne z sobą.
Tłem Toskanii jest epifaniczne złoto zachodu słońca (złote tło tysięcy obrazów ze świętymi i aniołami, Muratowska „gloria in excelsis”). Tłem Londynu jest dostojna mglista szarość nieba.
Na niebie- co rusz wielkie samoloty przelatujące w stronę jednego z pięciu lotnisk, częściej niż jeżdżą tramwaje w mym mieście.
W opactwie westminsterskim patrzę kolejny raz na śmiertelną rzeźbę Roubillaca- tą z postacią śmierci wychodzącej z grobowego mroku i celującej mieczem w Elisabeth Nightingale.
Zastanawiam się nad spleceniem życia i śmierci, nad do
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.
Ten post ma 73 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.