Szpital, czyli zdrowotnie nielogiczny kloc z czerwonej cegły.

64
Szpital, czyli zdrowotnie nielogiczny kloc z czerwonej cegły. Pracując w oddziale wewnętrznym nieustannie odnoszę wrażenie że pracuje w absurdalnie idiotycznym miejscu. Tyczy się to nie tyle pojedynczego oddziału, ile całego funkcjonowania procedur szpitalnych. Podzielę się refleksją. Z definicji SJP czytamy- szpital to: «zakład lecznictwa zamkniętego, w którym bada się i leczy chorych wymagających stałej opieki lekarskiej i pielęgniarskiej». I w związku z tym w owym szpitalu w ramach opieki i leczenia chorego pacjenta: 1. Dajemy mu najbardziej ścierwiaste żarcie jakie widziała ludzkość, od margaryn, po konserwy z ujemną zawartością mięsa czy chleb który mąki nie widział. 2. W sklepikach szpitalnych oferujemy głownie słodycze lub odgrzewane żarcie z mikrofali lub hod dogi ala Orlen. 3. Stawiamy chorym automaty po kątach na korytarzach pełne batonów i słodzonych napojów, gdyby czasem cukrzykowi spadła glukoza. 4. Pobieranie krwi przez pielęgniarki ustalamy na 5:30 - 6:30 rano, bo po co pacjent ma się wyspać, najlepiej zafundować mu hiper wczesną pobudkę z atakiem igieł i wenflonów jeszcze przed świtem. W końcu najważniejsze jest to że zmiana pielęgniarska jest wcześnie rano więc krew musi być już pobrana... bo tak. 5. Dla części pacjentów oferujemy miejsca g
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.

Ten post ma 64 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.