Stupor mundi
7
Z dedykacją dla J.
Miejsca syntez i tygli kuszą.
Choć, patrząc na pogmatwaną historię świata, mało jest przecież miejsc, o których można by powiedzieć, że panował tam spokój i nie mieszały się kultury, geny i narody.
Zatem wrażenie, iż sformułowanie „tygiel kultur” jest nadużywane, może nie być słuszne- niemal wszędzie mamy do czynienia z tyglem kultur. W naszej skromnej Polsce też, głównie dzięki geostrategicznemu położeniu na trasie korytarza przemarszu wojsk w te i we wte,ale zawsze.
Niemniej jednak, Sycylia jest imponującym tyglem kulturowym i tu to określenie na pewno nie jest nadużyciem.
Normanowie.
Brzmienia zawołań rycerskich, pomieszane języki- fascynują. Cała stara, ta bardzo stara Europa, w nich brzmi. Guiscard, Dreu, Hauteville Bras de Fer, Onfroi...słyszycie w tym echo Humphreya, ultrastarego brytyjskiego nazwiska, które bierze się ze starych północnych zawołań Hunfrid - „pokojowy wojownik”, potem starobrytyjski Hunfrith, potem Humprhey, który jako zapewne wczesny Norman przeszedł przez może Flandrię, może Narbonensis i stał się Onfroiem ?...
Wchodzą do Sycylii, odsuwają Arabów ale nie mordują ich, nie palą ich ksiąg, nie burzą świątyń, zapewne nawet nie gwałcą ich kobiet, bowiem ich stuprocentowa normańska męskość przyciąga je same, Komnena - jedenastowieczna księżniczka akurat bizantyjska- opisuje wrażenie wywołane samym widokiem Boemunda Guiscarda, w którym to opisie podniecenie uszami się wylewa, zaprawdę, gwałtu tam nie było trzeba, żeby to co i owszem...
Historia będzie się tam mieszać i tygiel będzie się gotować z iście sycyliskimi, północnoafrykańskimi przecież upałami, prz
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.
Ten post ma 7 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.