czemu się obrażają

111
Kwestie komunikacyjne czy kwestia "lepsze jest wrogiem dobrego"? Pacjent po 4 udarach mózgu przywieziony z powodu kolejnego pogorszenia kontaktu. TK głowy, neurolog- bez nowych zmian. W międzyczasie spływają wyniki badań: mocznik 8 x górna granica normy, kreatynina 8 x górna granica normy, potas 6.1. No, z grubsza wiadomo. Przyjmujemy na oddział. Na Izbie dwie córki. Mówię, tłumaczę. Nie ma (najpewniej) kolejnego udaru. Przyczyna pogorszenia stanu jest dość jasna - istotna, "prawie dializacyjna" niewydolność nerek. Będzie przyjęty na oddział. Będzie leczony. I na to ciąg dalszy dialogu "ale dlaczego mu te nerki się popsuły?" No i się zaczyna. 20 lat mojej męki rozmów egzystencjalnych - dlatego uciekłem z oddziału - nie jestem w stanie prowadzić tych niekończących się rozmów z rodzinami pacjentów. Problemem nie jest sama dyskusja, problemem jest to, że ludzie rozpętują dyskusję już to czysto ontologiczną (nieśmiertelne pytanie "czy jest w ogóle jakiś lekarz"), czy - jak w moim przypadku, raczej nurtem mieszanym, ontologiczno-epistemologicznym "CZEMU te nerki się popsuły". I jestem bezradny. Przerobiłem bowiem już setki razy każdą z dróg: Na przykład wejś
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.

Ten post ma 111 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.