Zarobki lekarzy w lubelskim czarno na białym
16
Może to rozwieje chociaż część wątpliwości dotyczących tego ile naprawdę zarabia większość lekarzy w Polsce (wczorajszy Kurier Lubelski):
Lekarze przed paru laty skutecznie upomnieli się o swoje zarobki. Pomogły im w tym unijna dyrektywa o skróceniu czasu pracy i braki specjalistów na rynku.
Dziś jak Lubelszczyzna długa i szeroka, we wszystkich placówkach ich pensje podstawowe kształtują się na poziomie 3-4 tysięcy złotych. Naliczane od nich pochodne, a przede wszystkim zapłata za dyżury, sprawiły, że wielu wziętych i doświadczonych specjalistów miesięcznie osiąga zarobki w granicach 10 tys. zł. Oczywiście z dyżurami. - Ceną tych wysokich pensji jest nasza stała nieobecność w domu - gorzko podkreślają medycy, którzy dążą do tego, by takie kwoty zarabiać pracując tak jak inni po 40-50 godzin tygodniowo.
- Żeby te 10 tysięcy zrobić, dyżurujemy sześć razy w miesiącu popołudniami i nocami w szpitalu i jeszcze konsultujemy chorych w prywatnych przychodnich. Pieniędzy może nam nie brakuje, ale życie wystawia nam cenę za ten dostatek. Brak kontaktu z dziećmi - zwierza się ginekolog ze szpitala w Lublinie.
Pielęgniarki o zbliżeniu się do lekarskich pensji mogą tylko pomarzyć, zwłaszcza te pracujące w szpitalach powiatowych w regionie. - O ile w Lublinie czy Zamościu udało się wywalczyć pielęgniarkom wzrost wynagrodzeń, o tyle w szpitalach w Radzyniu Podlaskim, Łukowie, Biłgoraju, Kraśniku, Puławach zarabiają skandalicznie nisko - mówi Maria Olszak-Winiarska, szefowa Ogólnopolskiego Związku Zawodowego na Lubelszczyźnie.
Z wyliczeń związku wynika, że pielęgniarskie pensje w naszym województwie są jednymi z najniższych w Polsce. - Jesteśmy na drugim miejscu od końca. W zarobkach lekarzy takiego zróżnicowania terytorialnego nie ma. Dlaczego tylko nasza grupa zawodowa ma ponosić koszty słabego finansowania ściany wschodniej przez NFZ? - pytają rozgoryczone pielęgniarki.
Ale nie tylko. Szykują się do akcji protestacyjnej o podwyżki płac w tych szpitalach, gdzie pensje są skandalicznie niskie. - Skoro dyrekcje placówek mają pieniądze, by płacić za godzinę dyżuru lekarza od 40 do 140 zł, to nie może być tak, że pielęgniarkom proponują stawkę godzinową w wysokości 8-14 zł. Dlatego argumenty, że nasze roszczenia przyczynią się do upadku szpitala, nas nie przekonują - mówi Maria Olszak-Winiarska.
Praca pielęgniarek jest na Lubelszczyźnie nisko wyceniana. Urszula Walasek, położn
Lekarze przed paru laty skutecznie upomnieli się o swoje zarobki. Pomogły im w tym unijna dyrektywa o skróceniu czasu pracy i braki specjalistów na rynku.
Dziś jak Lubelszczyzna długa i szeroka, we wszystkich placówkach ich pensje podstawowe kształtują się na poziomie 3-4 tysięcy złotych. Naliczane od nich pochodne, a przede wszystkim zapłata za dyżury, sprawiły, że wielu wziętych i doświadczonych specjalistów miesięcznie osiąga zarobki w granicach 10 tys. zł. Oczywiście z dyżurami. - Ceną tych wysokich pensji jest nasza stała nieobecność w domu - gorzko podkreślają medycy, którzy dążą do tego, by takie kwoty zarabiać pracując tak jak inni po 40-50 godzin tygodniowo.
- Żeby te 10 tysięcy zrobić, dyżurujemy sześć razy w miesiącu popołudniami i nocami w szpitalu i jeszcze konsultujemy chorych w prywatnych przychodnich. Pieniędzy może nam nie brakuje, ale życie wystawia nam cenę za ten dostatek. Brak kontaktu z dziećmi - zwierza się ginekolog ze szpitala w Lublinie.
Pielęgniarki o zbliżeniu się do lekarskich pensji mogą tylko pomarzyć, zwłaszcza te pracujące w szpitalach powiatowych w regionie. - O ile w Lublinie czy Zamościu udało się wywalczyć pielęgniarkom wzrost wynagrodzeń, o tyle w szpitalach w Radzyniu Podlaskim, Łukowie, Biłgoraju, Kraśniku, Puławach zarabiają skandalicznie nisko - mówi Maria Olszak-Winiarska, szefowa Ogólnopolskiego Związku Zawodowego na Lubelszczyźnie.
Z wyliczeń związku wynika, że pielęgniarskie pensje w naszym województwie są jednymi z najniższych w Polsce. - Jesteśmy na drugim miejscu od końca. W zarobkach lekarzy takiego zróżnicowania terytorialnego nie ma. Dlaczego tylko nasza grupa zawodowa ma ponosić koszty słabego finansowania ściany wschodniej przez NFZ? - pytają rozgoryczone pielęgniarki.
Ale nie tylko. Szykują się do akcji protestacyjnej o podwyżki płac w tych szpitalach, gdzie pensje są skandalicznie niskie. - Skoro dyrekcje placówek mają pieniądze, by płacić za godzinę dyżuru lekarza od 40 do 140 zł, to nie może być tak, że pielęgniarkom proponują stawkę godzinową w wysokości 8-14 zł. Dlatego argumenty, że nasze roszczenia przyczynią się do upadku szpitala, nas nie przekonują - mówi Maria Olszak-Winiarska.
Praca pielęgniarek jest na Lubelszczyźnie nisko wyceniana. Urszula Walasek, położn
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.
Ten post ma 16 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.