Lekarz rzucił pracę i wydał pamiętniki. Są bestsellerem
5 października 2018, 14:5356
Nocna zmiana wyglądała tak: cesarka, kolejna cesarka, vacuum, kleszcze, kolejne cesarka. Od dwunastu godzin nie miałem okazji usiąść ani zamknąć na dłużej oczu. Nietknięta kolacja leży w mojej szafce. Przed chwilą przez pomyłkę powiedziałem do położnej mamo – brytyjski lekarz Adam Kay, autor bestselleru „Będzie bolało” opowiada Zuzannie Opolskiej o tym, dlaczego lekarze nie płaczą i o tym, dlaczego musiał rzucić ten zawód, choć pochodzi z rodziny znanych medyków.
Zuzanna Opolska: Mam wrażenie, że twoja książka to antyreklama zawodu lekarza…
Adam Kay: Bardziej ostrzeżenie… Najpiękniejszy zawód na świecie MALTRETUJE.
W twoim przypadku mleko się rozlało. Rzuciłeś biały fartuch dla telewizji… Dlaczego w ogóle wybrałeś medycynę?
Jeśli porozmawiasz z jakimkolwiek lekarzem w Wielkiej Brytanii, to usłyszysz, że za jego wyborem stoi rodzinna tradycja. To mój przypadek – lekarzem jest ojciec i moja siostra.
Czyli było pozamiatane?
W pewnym sensie. W klanie Kayów akceptowano kilka ścieżek kariery: lekarz, prawnik, księgowy, urzędnik państwowy. Byłem dobry w przedmiotach ścisłych i wybrałem medycynę. Tak naprawdę podejmowanie życiowej decyzji w wieku 16 lat to szaleństwo. Nie mam prawy wypić Krwawej Mary i wysłać zdjęcia własnych genitaliów znajomemu na Snapie, a mam zdecydować o tym, co będę robił przez najbliższe 50 lat. To powinno być nielegalne!
Ile czasu zmarnowałeś?
12 lat – sześć lat studiów i kolejne sześć pracy w szpitalu.
Po tuzinie lat łatwo zrezygnować?
Trudno, ale nie miałem wyjścia. Pękłem.
Tytuł twojej książki brzmi: „Będzie bolało” – naprawdę myślałeś, że bycie lekarzem może nie boleć?
Wiedziałem, że praca jest ciężka, liczba godzin nieludzka, a „ponury Żniwiarz” dyżuruje na szpitalnym korytarzu, ale dopóki nie trafisz na oddział to nie wiesz jaki to bajzel. Kandydatom na studia medyczne nikt nie wręcza ulotki z opisem skutków ubocznych. Nie zdawałem sobie sprawy, że w ciągu sześciu lat stażu sześciokrotnie zmienię adres zamieszkania, a z rodziną spędzę tylko jedne święta Bożego Narodzenia. Będę szczery: szpital wszedł z butami w moje życie i nawet nie miałem minuty ciszy, żeby to przetrawić.
To przez pracę straciłeś przyjaciół i partnera?
W pewnym sensie – w książce piszę o tym niewiele, bo chyba nie mam prawa. To nie tylko moja historia, ale nasza wspólna. Przychodzi mi jednak do głowy taki przykład – jeśli pracujesz w korporacji i dochodzi piąta, to zamykasz klapę laptopa i mówisz: na razie. W szpitalu nie ma zmiłuj – o piątej na oddział trafia ofiara wypadku drogowego i zostajesz na kolejne trzy godziny. To nie dzieje się raz w tygodniu – to codzienny scenariusz. Pamiętam, że notorycznie wysyłałem znajomym wiadomości w stylu: przepraszam, ale nie będzie mnie na twoich urodzinach, na wieczorze kawalerskim, na twoim ślubie… Z czasem przestali mnie zapraszać, a krąg bliskich mi osób zawęził się do liczby szpitalnych łóżek. W trakcie stażu co roku zmieniasz ośrodek szkoleniowy. Jeśli powiesz partnerowi muszę się przeprowadzić 100 km dalej to być moż
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.
