Lekarz rzucił pracę i wydał pamiętniki. Są bestsellerem
56
Nocna zmiana wyglądała tak: cesarka, kolejna cesarka, vacuum, kleszcze, kolejne cesarka. Od dwunastu godzin nie miałem okazji usiąść ani zamknąć na dłużej oczu. Nietknięta kolacja leży w mojej szafce. Przed chwilą przez pomyłkę powiedziałem do położnej mamo – brytyjski lekarz Adam Kay, autor bestselleru „Będzie bolało” opowiada Zuzannie Opolskiej o tym, dlaczego lekarze nie płaczą i o tym, dlaczego musiał rzucić ten zawód, choć pochodzi z rodziny znanych medyków.
Zuzanna Opolska: Mam wrażenie, że twoja książka to antyreklama zawodu lekarza…
Adam Kay: Bardziej ostrzeżenie… Najpiękniejszy zawód na świecie MALTRETUJE.
W twoim przypadku mleko się rozlało. Rzuciłeś biały fartuch dla telewizji… Dlaczego w ogóle wybrałeś medycynę?
Jeśli porozmawiasz z jakimkolwiek lekarzem w Wielkiej Brytanii, to usłyszysz, że za jego wyborem stoi rodzinna tradycja. To mój przypadek – lekarzem jest ojciec i moja siostra.
Czyli było pozamiatane?
W pewnym sensie. W klanie Kayów akceptowano kilka ścieżek kariery: lekarz, prawnik, księgowy, urzędnik państwowy. Byłem dobry w przedmiotach ścisłych i wybrałem medycynę. Tak naprawdę podejmowanie życiowej decyzji w wieku 16 lat to szaleństwo. Nie mam prawy wypić Krwawej Mary i wysłać zdjęcia własnych genitaliów znajomemu na Snapie, a mam zdecydować o tym, co będę robił przez najbliższe 50 lat. To powinno być nielegalne!
Ile czasu zmarnowałeś?
12 lat – sześć lat studiów i kolejne sześć pracy w szpitalu.
Po tuzinie lat łatwo zrezygnować?
Trudno, ale nie miałem wyjścia. Pękłem.
Tytuł twojej książki brzmi: „Będzie bolało” – naprawdę myślałeś, że bycie lekarzem może nie boleć?
Wiedziałem, że praca jest ciężka, liczba godzin nieludzka, a „ponury Żniwiarz” dyżuruje na szpitalnym korytarzu, ale dopóki nie trafisz na oddział to nie wiesz jaki to bajzel. Kandydatom na studia medyczne nikt nie wręcza ulotki z opisem skutków ubocznych. Nie zdawałem sobie sprawy, że w ciągu sześciu lat stażu sześciokrotnie zmienię adres zamieszkania, a z rodziną spędzę tylko jedne święta Bożego Narodzenia. Będę szczery: szpital wszedł z butami w moje życie i nawet nie miałem minuty ciszy, żeby to przetrawić.
To przez pracę straciłeś przyjaciół i partnera?
W pewnym sensie – w książce piszę o tym niewiele, bo chyba nie mam prawa. To nie tylko moja historia, ale nasza wspólna. Przychodzi mi jednak do głowy taki przykład – jeśli pracujesz w korporacji i dochodzi piąta, to zamykasz klapę laptopa i mówisz: na razie. W szpitalu nie ma zmiłuj – o piątej na oddział trafia ofiara wypadku drogowego i zostajesz na kolejne trzy godziny. To nie dzieje się raz w tygodniu – to codzienny scenariusz. Pamiętam, że notorycznie wysyłałem znajomym wiadomości w stylu: przepraszam, ale nie będzie mnie na twoich urodzinach, na wieczorze kawalerskim, na twoim ślubie… Z czasem przestali mnie zapraszać, a krąg bliskich mi osób zawęził się do liczby szpitalnych łóżek. W trakcie stażu co roku zmieniasz ośrodek szkoleniowy. Jeśli powiesz partnerowi muszę się przeprowadzić 100 km dalej to być moż
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.
Ten post ma 56 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.