Meteopatia / migrena

10

Znajomy filozof przysłał mi  swoje przemyślenia na temat migreny. Zastanawiałem sie czy zawiesić w neurologicznych problemach klinicznych ale wydaje mi się, że w tym miejscu wiecej kolegów będzie miało pożytek i zabawę.

Jerzy Drewnowski

Skąd się biorą meteopaci?

A także dlaczego nie giną w toku ewolucji?  Dlaczego wszechobecna naturalna selekcja nie wygubiła ich do szczętu? Czyż nie jest tak, że osobniki słabsze i obolałe mają mniejsze szanse replikacji?  Czyż nie jest mianowicie regułą, iż reagując bólami głowy, stawów i mięśni na nadchodzące, jakże częste na naszej planecie, zmiany pogody, osoby takie lubią się wymawiać od prokreacyjnych obowiązków?   

Odpowiedź na te dręczące egzystencjalne pytania jest dość prosta, choć może nie od razu przychodzi do głowy. Tworzy ją teza w gruncie rzeczy nietrudna do uprawdopodobnienia. Punktem wyjścia jest tu, rzecz jasna, mutacja jednego z genów uwrażliwiająca na nadciągającą złą pogodę. To prawda, iż jest mało prawdopodobne, by mutacja tak uciążliwa, pozostawiona samej sobie, mogła się utrzymać na dłuższą metę. Miała jednak tę możliwość przetrwania - i to jest właśnie zapowiedzianym wyjaśnieniem -  dzięki połączeniu z zapisem genetycznym odpowiedzialnym za empatię.  To znaczy za odwieczną umiejętność ludzką wczuwania się w innych.  Połączenie to  sprawia mianowicie, iż od wieluset tysięcy lat jednostki łączące w sobie te dwa uwrażliwienia pozostają podczas dramatycznych niepogód - wraz z zależnymi od siebie bliskimi - w  domu, w jaskini lub w innym bezpiecznym miejscu. Sprawa na pewno nie jest je

Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.

Ten post ma 10 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.