Nowe zjawisko. Szpital ma zapłacić za błąd lekarza 2 mln zł. Ale go na to nie stać.

81
http://lodz.wyborcza.pl/lodz/7,35136,24668849,przez-blad-lekarzy-piotrus-jest-kaleka-jesli-szpital-zaplaci.html Gdyby personel szpitala nie zwlekał z cesarskim cięciem, chłopiec byłby zdrowy - orzekł sąd. I nakazał lecznicy wypłacić rodzicom ponad 2 mln zł odszkodowania. Czy wyrok może oznaczać koniec kutnowskiego szpitala? To była pierwsza ciąża Agnieszki. Wyczekana, wymarzona. Przez 9 miesięcy dbała o siebie, jak mogła. Chodziła na badania do prywatnych gabinetów. – Chciałam mieć pewność, że zrobiłam, co mogłam dla dobra dziecka. Przez całe dziewięć miesięcy wszystko było dobrze – opowiada. Trauma porodu 19 czerwca 2013 roku, w 39 tygodniu ciąży, zaczął się poród. Zadzwoniła do położnej, która kazała przyjechać do szpitala. – Wszystko było zaplanowane. Miałam rodzić naturalnie. Już wcześniej wybrałam szpital w Kutnie, bo tam miałam najbliżej. Dziecko było zdrowe, więc byłam spokojna – opowiada. Na Oddziale Ginekologiczno-Położniczym Kutnowskiego Szpitala Samorządowego wykonano badania. O godz. 11 wszystko było jeszcze w porządku. Lekarz kończył właśnie dyżur. Kiedy kolejny sprawdził stan Agnieszki koło godz. 14, sytuacja była już całkiem inna. Oksytocyna poza normą, zielone wody płodowe. Mimo to lekarz upierał się, żeby urodziła naturalnie.To był mój pierwszy poród. Nie wiedziałam, co się dzieje – mówi Agnieszka. Dopiero około 17 zapadła decyzja o cesarskim cięciu. - Pani anestezjolog wielokrotnie próbowała się wkłuć, żeby podać mi znieczulenie. Musiała zawołać przełożonego, żeby się udało. Potem w sądzie lekarze mówili, że to dlatego, że nie współpracowałam. Nie wiem, jak bardziej miałam współpracować – wspomina Agnieszka. Poród wywołał u niej wielką traumę. "Po prostu cisza" O 17:55 lekarze wyjęli Piotrusia. Nie płakał. – Nie usłyszałam nawet cichego krzyku. Po prostu cisza – mówi przez łzy kobieta. Agnieszkę przewieziono na oddział ginekologiczny. Nie położono jej z innymi mami, które miały przy sobie dzieci. Wtedy zrozumiała, że coś poszło nie tak. W końcu w drzwiach stanął jej mąż. Usiadł koło łóżka i powiedział, że z Piotrusiem jest bardzo źle. Tego samego dnia zapadła decyzja, żeby dziecko przewieźć do Szpitala im. Konopnickiej przy ulicy Spornej w Łodzi. Rokowania były złe. Powiedziano nam, że to kwestia k
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.

Ten post ma 81 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.