Polski lekarz rodzinny w Irlandii – czy to jeszcze ma sens?

31
Polski lekarz rodzinny w Irlandii – czy to jeszcze ma sens? Sytuacja w polskiej medycynie zmieniła się na tyle że odpowiedź na to pytanie nie jest już tak oczywista jak jeszcze 15 lat temu. To już nie jest alternatywa albo w etat w Polsce za 1500 zł miesięcznie albo locum w Irlandii za 100e za godzinę. Owszem w niektóre święta jeszcze można w Irlandii dostać nawet 120e/h ale w Polsce zarabia się już znacznie lepiej a i możliwości unikania podatków są lepsze. Problemem w polskiej służbie zdrowia jest ciągle chaos i nawał pracy. Nawał pracy jest tak wielki że większość lekarzy nie zdaje sobie sprawy w jakim bagnie siedzi po pachy. Biegamy z taczką tak szybko że nawet nie zdążymy załadować. W Polsce to pacjent decyduje gdzie pójdzie z bólem brzucha od trzech dni. Może o 2 w nocy zadzwonić po pogotowie – pewnie przyjedzie , pomarudzi, da bolesny zaszczyk , ale w końcu zawiezie do szpitala, gdzie dalej pomarudzą , ale końcu zrobią panel standardowych badań, może nawet usg jak akurat przez przypadek ma dyżur ktoś kto umie to robić. Może ten sam pacjent pójść sam na sor (czemu by nie pójść o 2 w nocy?) i efekt będzie ten sam – najpierw marudzenie a potem mniej lub bardziej profesjonalna obsługa. Może też pójść do POZ , już raczej nie o 2 w nocy, ale za to z awanturą i pewnie też go przyjmą. Irlandzka służba zdrowia też ma swoje niedociągnięcia i na pierwszy rzut oka może wydawać się chaotyczna ale nie jest zarządzona przez pacjentów z jednej strony a półdebili w kolejnych rządach (może z kilkoma wyjątkami) z drugiej strony. Tu reguły gry są dość jasne a ostatnie słowo prawie zawsze należy do lekarza. Jeśli pacjent zgłosi się o 2 w n
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.

Ten post ma 31 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.