na dywaniku pandemii
10
jestem w egzotycznym NPLu poza Krakowem.
Bywam tu od lat, sporadycznie, ale bywam.
Oto logika działań logistycznych w czasie pandemii.
1. tutejszy NPL idąc z nurtem wytycznych kolegiów adresujących swe treści do POZ i jawnie lub domyślnie do NPL, pierwotnie pozamykał się fizycznie, nie wpuszczał pacjentów, oni dzwonili, sporadycznie byli wpuszczani, reszta teleporady lub odesłanie do SOR lub IP O CH ZAK. Działało, jak wszędzie.
2. epidemia nie opuszcza, ale rząd odpuszcza, nastrój pięknej wiosny i bezmaseczkowej wolności się udziela powszechnie, wirus staje się odległą abstrakcją zwłaszcza że małopolska jest wyjątkowo oszczędzana, są ogniska, ale nie tu. Tu obecnie wykazuje się chyba 4 chorych na powiat, czy jakoś tak....
No więc się otwarło NPL.
3.dywanik. Pielęgniarki dziś - zapytane przeze mnie, czy aby na pewno chcemy tak pracować, że otwarte (wirusa się nie boję jak wiecie ale kwarantannę miałem i nie mam ochoty na powtórkę, choć moja kwarantanna trwała 30 godzin. Od tamtej pory robię wszystko łącznie z męką kombinezonów stopnia 3 zabezpieczeń, by jej uniknąć).
Więc dywanik. Bo: lekarka parę dni temu na dyżurze zaordynowała że jednak zamykamy drzwi i kwalifikujemy pacjenta telefonicznie, tak jak to się zaleca nadal, w końcu, nic się nie zmieniło, ba, mamy rekord zachorowań a piękna późna wiosna, czynne knajpy i ludzie uwolnieni od kagańców maskowych to jedno, rekord zachorowań to drugie...
No i była pacjentka z dusznością którą lekarka załatwiła przez telefon i nic się nie stało ale poszła skarga. jak poszła skarga, to na dywanik poszła pielęgniarka z dyżuru, nie lekarka.
I teraz foch.
Ja mówię tak tak jest słuchajcie. Są wytyczne. Wirus to przeziębienie, ale areszt domowy nakładany przez sanepid to fakt, po co nam to.
Zróbmy tak jak się robi gdzie indziej, jak się robi od marca, jak się robi zgodnie z wytycznymi: pa
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.
Ten post ma 10 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.