czereśni?

29
Jestem punktualny. Oczywiście zdarza mi się spóźnić, nie panuję jak Neo nad Matrixem. Zresztą Neo też niejeden raz przylatywał na ostatnie milisekundy.... Ale dziś na dyżur byłem punktualnie. To znaczy wg moich gestapowskich kryteriów 15 minut przed czasem. Przyjść na dyżur na 8:00 to znaczy być w miejscu dyżuru o 7:45. Osoba która wparowuje do placówki o 7:56 mając pracę od 8:00, jest definitywnie spóźniona, to tak tylko w temacie. Kolega zwalniał gabinet i kanciapę socjalną powoli, jeszcze przyjął pacjenta z 7:40, chwała mu za to choć ja akurat tego nie oczekuję, wobec zamieszania okołozmianowego uznaję że to już jest pacjent na następną zmianę, w tym przypadku dla mnie, uważam to za OK sam takich pacjentów przejmuję bez problemu i sam takich pacjnetów innym kolegom zostawiam gdy to ja kończę dyżur o 8:00. Kolega zbiera się i zbiera a potem jeszcze coś analizuje na komputerze w gabinecie i wychodzi wychodzi, i wraca i wychodzi i zbiera rzeczy i idzie i wraca i wychodzi, OK. Jest 08:07..... Mam już telefon do pacjenta do wykonania. Nie lubię takiego stanu rzeczy, czuję podenerwowanie. W końcu ostatecznie następuje wyjście kolegi już nie pozorowane a faktyczne, już przebrany, objuczony jak każdy z
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.

Ten post ma 29 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.