Lekarz (nie)zdolny do pracy: diagnoza lekarska może zdyskredytować i uśmiercić zawodowo
29
2020-07-17
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
„Dziennik Gazeta Prawna” opisuje historię lekarza, który przez dwa lata nie mógł wykonywać zawodu, gdyż samorząd lekarski podejrzewał, że stan psychiczny uniemożliwia mu pracę i mogą z tego powodu ucierpieć pacjenci. On sam twierdzi, że przy pomocy procedur próbowano mu zniszczyć życie i że nie jest jedynym, który tego doświadczył. Ostatecznie wymiar sprawiedliwości stanął po jego stronie, ale dopatrzył się tylko nieprawidłowego zastosowania przepisów i uchybień proceduralnych.
Jak czytamy, jako rezydent na specjalizacji psychiatrycznej Jakub nie chciał dyżurować na izbie przyjęć kliniki. Jak wielu młodych lekarzy sprzeciwił się takiemu łataniu dziur kadrowych. W piśmie do przełożonego napisał, że jest to niezgodne z programem jego specjalizacji, a on sam nie jest w stanie być na dwóch oddziałach jednocześnie. Nie otrzymał odpowiedzi, za to dotarły do niego sygnały, że może mieć nieprzyjemności. Przeniósł się więc z dużego wojewódzkiego miasta do przychodni w małej miejscowości. Zmienił specjalizację na medycynę rodzinną i… dowiedział się, że okręgowa rada lekarska powołała komisję do oceny stanu jego zdrowia psychicznego. „Nie wzywano mnie, nikt ze mną nie rozmawiał, we wniosku były same opinie, zresztą w większości nieprawdziwe, a nie miałem wcześniej żadnego postępowania dyscyplinarnego, żadnych skarg ze strony pacjentów” – zapewnia lekarz.
Jakub odwołał się do Naczelnej Rady Lekarskiej (NRL), która jednak utrzymała uchwałę w mocy. Tego typu postępowania toczą się na podstawie art. 12 ustawy o zawodzie lekarza i dentysty. „Procedura jest dosyć typowa. Najpierw okręgowa rada lekarska otrzymuje zawiadomienie, że stan zdrowia danego lekarza nie pozwala na dalsze wykonywanie zawodu, potem powołuje komisję orzekającą o niezdolności do wykonywania zawodu bądź ograniczenia w wykonywaniu określonych czynności medycznych” – tłumaczy specjalistka w dziedzinie prawa medycznego mec. Karolina Podsiadły-Gęsikowska. Zaznacza, że zawiadomienie nie powoduje automatycznego powołania komisji – okręgowa rada lekarska musi stwierdzić istnienie uzasadnionego podejrzenia. Przepisy nie regulują jednak sposobu ustalania tego. „Należy kierować się zdrowym rozsądkiem i dobrem potencjalnych pacjentów” – dodaje ekspertka, tyle że jej zdaniem już samo powołanie komisji – a więc stwierdzenie, że istnieje uzasadnione podejrzenie co do stanu zdrowia lekarza – może się na nim odbić negatywnie, mimo że postępowanie jest poufne. Sprawę komplikuje to, że w ustawie brak konkretnych przyczyn niezdolności do wykonywania pracy lekarza. W rozporządzeniu wykonawczym wskazano co prawda na niepełnosprawność, chorobę (w tym psychiczną) i uzależnienie od substancji psychoaktywnych, ale katalog ma charakter przykładowy i pozostaje otwarty. W konsekwencji powodem powołania komisji może być również jakakolwiek inna przyczyna niezdolności do pracy, która ma charakter trwały lub długotrwały. Dowodami w takich sprawach są m.in. historia choroby, zaświadczenia od lekarzy, opinie biegłych i informacje pochodzące od współpracowników.
Miał trudny charakter, nie stawiał się
Komisję w sprawie Jakuba powołano w oparciu o materiał dołączony do wniosku konsultanta wojewódzkiego o przerwanie specjalizacji, czyli opinie kierowników specjalizacji, którzy negatywnie ocenili przebieg rezydentury, zarówno w zakresie wiedzy, kontaktu z pacjentami, jak i interakcji ze współpracownikami. Wskazano m.in. na trudny charakter, prowokacyjne zachowania wobec kolegów, głoszone poglądy rasowe, brak inicjatywy w pracy. Na tej podstawie okręgowa rada lekarska stwierdziła, że zaistniało uzasadnione podejrzenie niezdolności lekarza do wykonywania zawodu ze względu na stan zdrowia. Jakub za bezprawne uznał już samo powołanie komisji i nie stawiał się na przesłuchania. Przedkładał zwolnienia lekarskie. „Nie chodzi tylko o to, że miałem poczucie niesprawiedliwości, ja naprawdę nie byłem w stanie tam jechać” – tłumaczy. To jednak nie przemawiało na jego korzyść, gdyż zgodnie z art. 12 lekarz ma obowiązek stawić się przed komisją i poddać się niezbędnym badaniom. Poza tym, jak mówi Łukasz Jankowski, szef stołecznej izby lekarskiej, niestawianie się to dla członków komisji sygnał, że coś jest nie tak. Częściej orzekają wtedy zawieszenie. „Nie podejmujemy takich spraw z własnej inicjatywy. Wszystkie te działania są na wniosek, najczęściej kolegów z pracy danego lekarza, czasem zwraca się do nas organ nadzorczy, NFZ czy inspektorat farmaceutyczny. Zdarza się, że również apteka, jeśli ktoś w niej zauważy, że jakiś lekarz wypisuje na siebie dużą liczbę leków, np. narkotycznych. Mieliśmy też bardzo trudne sytuacje, gdy do izby pisał sam lekarz, informując o swoim złym stanie zdrowia. Zwykle rada uznaje to za wiarygodny sygnał i powołuje komisję” – tłumaczy Jankowski.
Uzasadnione podejrzenie
Zdarzają się również odmowy powołania komisji ze względu na niewiarygodne doniesienia. „Czasem od razu widać w papierach, że nie chodzi o stan zdrowia, ale jest to np. sprawa typowo majątkowa, kłótnia rodzinna czy personalna. Dlatego dobrze, że zajmują się tym lekarze, bo wstępna selekcja oparta na wiedzy medycznej pozwala ocenić wiarygodność zawiadom
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.
Ten post ma 29 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.