Gyia lo, gyia lo, gyia trapp trapp

12
Kto ze staruszków nie pamięta Sztatlera, śpiewającego ówczesny przebój? Towarzyszył mi we wczesnym dzieciństwie poprzez radio Stolica. Magiczne zielone oko, pokrętła, zapach ozonu z lamp. Nie spodziewałem się, że na starość odkryję, że to węgierski foxtrot. Piękne słowa Jurandota, sentymentalna muzyczka, śpiew Sztatlera jakby od niechcenia. Powoli człapał konik skrajem szosy Starego Galambosza ciągnąc wóz Wtem piękne auto, trąbiąc wniebogłosy Przemknęło obok nich, wzbijając kurz "Hej, ojcze - krzyknął szofer - widzi mi się Że piechtą jednak prędzej by się szło!" A stary mruknął: "Ej, ty tam urwisie Patrz swego nosa, bo ci utrze kto!" Wio, koniku, a jak się postarasz Na kolację zajedziemy akurat Tobie owsa nasypiemy zaraz A ja z miski smaczną zupę będę jadł A dla nich, choć w godzinę kilometrów robią sto Ni zupy nie ma, ani owsa - wio, koniku, wio! Wio, koniku, dla nich
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.

Ten post ma 12 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.