Nieulotna lekkość epidemii...

26
Wychodzę z dyżuru. Zdzieram maskę na parkingu i macham w kierunku wchodzących do szpitala.Las rąk z maseczkami. Wszyscy się cieszą.Chyba cieszą, chyba wszyscy. Przewijam taśmę, jestem w środku szpitala, w środku dyżuru. Właśnie skończyliśmy danie obiadowe pieczołowicie wybierane z różnych ofert na dowóz.To najjaśniejszy punkt dyżuru, oprócz ratowania życia ludzkiego notabene.Różnica taka, że reanimacji nikt nie zamawia, a na jedzenie mamy jaki taki wpływ.Niektórzy patrzą z zazdrością , bo połowica przywozi z własnej inicjatywy ekstra danie-sos grzybowy.Chciałbym powiedzieć, że sam sadziłem te grzyby, ale cóż, tylko je pozbierałem , do kupy.... W międzyczasie dochodzą na niepokojące
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.

Ten post ma 26 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.