Czuję się jak wyrzucony pies

8
Czuję się jak wyrzucony pies. Pracę lekarza rozpocząłem ponad pół wieku temu na wolontariacie w Klinice Pediatrii w Zabrzu. Środki na przeżycie zarabiałem dyżurując w pogotowiu ratunkowym. Na początku dekady Gierka miałem już etat, ale w kategorii najniższych wynagrodzeń, więc dorzucono mi 100 zł. Ponieważ założyłem rodzinę i dorabialiśmy się od przysłowiowej łyżeczki, łapałem dyżury w szpitalach i pogotowiu. Bywało, że tylko 4-5 nocy spędzałem w domu. Po przejściu do pracy w ZOZ Żywiec było już nieco lepiej, ale i tak dla łatania budżetu rodzinnego musiałem brać 8-14 dyżurów nocnych, lub świątecznych. Gdy podjęliśmy decyzję o budowie domu, wyjechałem 3-krotnie do Afryki, a żona „na saksy” do USA. Były to jednak szczęśliwe lata, bo w wolnych chwilach mogłem hołubić swe lotnicze pasje, mieliśmy u stóp jeziora Soły a za płotem las i ośnieżone stoki. Pod dostatkiem było spotkań ze wspaniałymi ludźmi. Tak dotrwałem do emerytury. Ledwo pokrywa należności związane z utrzymaniem domu, lecz nie brakowało mi energii, więc kontynuowałe
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.

Ten post ma 8 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.