Pożytki z lekarza rodzinnego....
18
Nie jestem pszczelarzem wiec tytuł postu nie jest specjalistyczną prowokacją tylko zwykłą prowokacją.
U zarania dziejów lekarzy rodzinnych mieli tylko władcy.Logicznym jest , że w demokracji lud władajacy też musi mieć swoich leczących. Swoja drogą czy nie sprawiedliwiej wybrzmi przekorna sentencja jeśli sie ja zreformuje w "populi cur te ipsum"?
Pod presją nowego zagrożenia jakim okazała sie afera z wirusem rodzinni stanęli oko w oko z niewidzialnym i dopiero co nazwanym mutujacym zagrożeniem. Rodzinni , czyli pierwsza linia frontu.Cóż , kiedy obecne pole walki nie dzieli się na linię frontu i zaplecze. Nie da się zasiekami i rodzinnymi oddzielić problemu. Wyizolować i zniszczyć- jak każe doktryna militarna.
Obecnie wróg czai sie wszędzie, także w szeregach lekarskich.Różnie ludzie reagują na bycie wystawionym na narażenie. Niektórzy nie radza sobie z presją bycia pod presją. Niektórzy przechorowali, przewartościowali i się wycofali. Sam słyszałem jak kolega po przejściach
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.
Ten post ma 18 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.