pytania bardziej niż trudne

0
dawno nie pisałem o Medususa rozterkach na temat suchych gaci na dnie oceanu (copyright @Ikkona), niemniej jednak to o czym napiszę, jest moim realnym, przewlekłym, powtarzalnym problemem. Styk wiedzy lekarskiej, a także czy może głównie NIEWIEDZY lekarskiej (co do której nigdy nie miałem złudzeń tak w kontekście własnym jak i całej naszej grupy zawodowej) z oczekiwaniem pacjenta, który pyta. I teraz: to że pyta, to dobrze (tu akurat neguję miejscami fajny, ale tu niedobry, paternalistyczny model relacji lekarz-pacjent). To że pyta różnie, to oczywiste. Mądrzej, głupiej, komunikatywnie, niekomunikatywnie, w sedno, nie w sedno, ładnym językiem, brzydkim językiem- to oczywiste. Ale to nie jest tak, że każde sformułowanie pytania powoduje moją wyłączną chęć zareagowania merytorycznego bez silnej walki ze sobą, by nie wszcząć inby. Jednym z tych pytań płacht na byka jest "a od czego to się mogło zrobić"? I pytanie to zadają równie dobrze proste kobieciny z wiejskich NPLi co młode korposuki po 3 fakultetach. I teraz- to co mnie paraliżuje w tym pytaniu, to jego rozległość i nieokreśloność. Problem jest zwłaszcza, gdy pacjent/ka jest ze mną w kontakcie od jakiegoś czasu. Gdy objawy są zweryfikowane, gdy- w gastrologii - tło czynnościowe jest ewidentne. Gdy pacjent rozumie już co to kalprotektyna, gdy omówiono już brak realnej możliwości diagnostyki SIFO, nowej szurii dietetyków którzy odsył
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.