Mój malutki, tejemniczy, notatnik na sekrety.
12
Nie terminarz , nie kalendarz. Notatniczek. Mam go od niepamiętnych czasów. Jest ze mną zawsze. W przychodni, na dyżurach w szpitalu, też na urlopie. Zestarzał się nieco, wytarł. Leczę go jak mogę, „kropelką” czy „Power tape'm”. Starzeje się razem ze mną, i tyje, jak ja niestety, z tym że dla niego ma to wymiar pozytywny. Zmieniają się standardy, dawki, przyzwyczajenia, mody, powstają nowe teorie, leki, nowe białka , włókna, umiemy przeszczepiać coraz to nowe narządy– a on zawsze jest przydatny. Niezależnie czy reanimuje się w stosunku 30:2 czy 15;1. To nic, że kiedyś cefalosporyny drugiej generacji to był rarytas a dziś stosuje się je czasami niemal w katarze – w nim zawsze znajdę cenne informacje. Zmieniłem wielokrotnie torbę lekarska, piórnik, długopisy, pióra, stetoskopy, otoskopy , pharmindexy, wiele rzeczy mi poginęło, zniszczyło się, opasłe tomiska się czasami mocno zdezaktualizowały– on ewentualnie tylko poblakł. Moja żona się nabija, że wygląda trochę kiczowato przyozdobiony setkami kolorowym wkle
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.
Ten post ma 12 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.