Dzień (nie jak codzien)...
6
Muszę się wygadać...
Dzień „nieszczególny”.Może dlatego,ze z tylu głowy świadomość,ze wybieram się na pogrzeb (lubianej)nauczycielki z LO...Pacjentów dużo,no ale pracowaliśmy w składzie zmniejszonym o połowę.Niecierpliwi pacjenci-„nie poprawia się”- bo nie ma prawa po 10 dniach od włączenia p/depresantów.Telefon od pacjentki -niezadowolonej,ze „w badaniach NIC nie wyszło”(biochemia).”Ma pani wysoki cholesterol”-rzucam zrezygnowana-„to niemożliwe,ja ćwiczę i dobrze się odżywiam”(takie gadki z psychiatrą).Ponieważ (wg mnie)NIE jestem w stanie pomoc pani(z jej wymaganiami-„lek TYLKO NA NOC,żeby nie powodował przyrostu masy ciała,”żeby nie zamulały..pomoc psychologa-„nie ,nie pomógł KIEDYŚ „rzucam,ze powinna zmienić lekarza,bo ja NIE POMOGĘ.”No jak to..jest pani przecież lekarzem..pani mnie tak nie zostawi..niech pani coś wymyśli..pani nie może..”
Na klatce starsza sąsiadka mieszkająca na parterze wyciąga coś ze skrzynki .”Niech pani zobaczy,właściciela nie ma a oni przysyłają nadal”(myślałam,ze ma na myśli właściciela mieszkania sprzed wielu lat(bo nadal widz
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.
Ten post ma 6 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.