Dole i niedole polskiego turysty na wychodźstwie czyli jak sie bawcie!?
37
Skupmy sie na razie na leksykalnej warstwie polskiej obecności za granicą"Polska obecność" to brzmi groźnie i dumnie.Stoję więc sobie w kolejecze do jedzenia/niby szwedzki stoł w Turcji ale covid, więc zamaskowani osobnicy wydaja jedzenie pokazywane palcem/.Niektórzy próbuja wszakże swoich sił w językach.Przede mną mężczyna zamawiajacy jedzenie dla całej rodzinki, wiec niejako żywiciel, odpowiedzialość etc. i rodzinka skaczaca dookoła i wyrażajaca swoje życzenia.Zwłaszcza motywujaca żonka pokrzykujaca :powiedz mu,powiedz , żeby dał frytki, frytki żeby dał.I tak w kółko.Przychodzi kolej na żywiciela rodziny i ten już nakrecony mówi wolno i dobitnie :DAJ FRYTKI ...Nie wiem co to znaczy po turecku , ale rozbiegane oczy i mina kelnera spod maski bezcenne.
Zdarzaja się równiez wypadki podczas zwiedzania. Atakujemy pod górę urokliwe miasteczko-kolonię grecka w Turcjii- Syringe.Grecy nagabują na cały etat, ale my suniemy w górę po wąskich ulczkach w kierunku kościoła grekokatolickiego.Obok kościoła mała knajpka gdzie młodziutka Tuczynka wydaje regionalną kawę doparzaną w rozgrzanym na blasze piasku.Odpowiednik naszej płyty indukcyjnej. Wszyscy chcą mieć kawę i zdjęcie z filigranową autochtonką.Kawowa sileankę burzy wtargnięcie zgarbionej pani 90+ w czarnej chuście wykrzykujacej i wygrażajacej.Otóż na samym dole wzgórza włożyła wianek z ziół na głowę turystce z naszej grupy.Ta myślała, że to darmowy wianek, a pani 90+ wiedziała , że nie ma darmowych wianków.Tłumaczka ochoczo przełożyła okrzyki staruszki :gdzie jest mój wianek! Wszytko dobrze sie skończylo, tzn. turystka nie chciała już wianka.
Psychiatra, który nie wiedział, że wołania o wianek dotycza konkretnego zioło
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.
Ten post ma 37 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.