Czy to już przemoc czy po prostu scheda, sztafeta pokoleń, bo tak było jak świat światem.
5
Dzisiaj urlopowy dzień emeryta, spotkałam się z koleżanką, którą poznałam na wyjeździe w Czarnohorę, a którą jest z okolicy Jeleniej Góry. Nie widziałyśmy się dwa lata, wiadomo, lokdałny, odwołane wyjazdy.
Miałyśmy iść w góry, ale burza wisiała w powietrzu i ostatecznie pojechałyśmy zwiedzać okoliczne atrakcje ( zamek w Chojniku i polecaną przez Was Hutę szkła.
Wilgotność w powietrzu chyba bliska 100%, bo lało się z nas jak ze szczurów, ze wszystkich się lało, młodzi, starzy, dzieci, ludzi sporo, jak na środek tygodnia.
Upał, jak wiadomo ,nie wpływa kojąco na układ nerwowy, więc drażliwość w narodzie może i większa.
Pytanie, czy upał, czy utrwalony sposób komunikacji, tego się nie dowiem, bo to by migawki.
Na zamkowej górze dziki tlum,poza moimi najlepszymi przyjaciółmi ;))na smyczach (!), które, jak to psy- szczekały nawzajem na siebie, trochę ogólnego gwaru, jak to w tłumie .
I nagle on: chudy, rozjuszony jak rottweiler , ok 40 letni tatuś: Arek, szybko tu!!! Dodałam w myślach: aport!
I jeszcze jakaś dalsza opier.lanka, której treści już nie złapałam, bo wyłączyłam fonię i obserwowałam obraz: wściekłość w oczach, wrzask, jakas lawina z tej nieokrzesanej paszczy , jak seria z kalacha, ryki tego chudego nad ok 4- 5 letnim chłopcem. Czekałam tylko kiedy przejdzie do części artystycznej, czyli lania. Ale wyhamował, wyszarpał
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.
Ten post ma 5 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.