Tylko współpłacenie może uratować polską medycynę - z punktu widzenia pacjenta.

55
Byłem sobie dzisiaj u lekarza medycyny pracy - nasz szpital ma podpisaną umowę z poradnią medycyny pracy na mieście. Najpierw, gdy już zrobiłem wszystkie badania, przez miesiąc próbowałem się tam dodzwonić by umówić sobie termin - najpierw mało ambitnie, tak co kilka dni, potem w miarę upływu czasu dzwoniłem codziennie o różnych porach. Nikt nie odbierał. Pocztą pantoflową dowiedziałem się od kolegów, że dla lekarzy z naszego szpitala istnieje specjalny, nieoficjalny numer do tego przybytku, zdobyłem go, zadzwoniłem i bach... termin za miesiąc o godzinie 13:00. Zwolniłem się dzisiaj z pracy u szefa, na miejscu jestem o 12:30, nie ma kolejki, przede mną w rejestracji 2 osoby, podchodzę do okienka i daję skierowanie, mówię, że na 13:00 - stop, " proszę czekać bo Pani wypełnia dopiero ankietę i nie ma gdzie usiąść, podejdę do pana". Stoję więc grzecznie i czekam, jestem "w pracy" więc mam czas.3 rejestratorki snują się tu i tam, z pokoju do pokoju, od czasu do czasu jedna z pań wyznacza słownie kolejność Pani pierwsza, pani druga, pan trzeci. Telefon dzwoni natarczywie i nikt go nie odbiera. Proces rejestracji jednej osoby trwa circa 20min. Lecą minuty i tak jakoś nagle zrobiła się 13:45, ja siedzę sam na korytarzu przed rejestracją, nikt
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.

Ten post ma 55 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.