„”gdyby ta historia wydarzyła się 6 lat później…”

19
https://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/7,66725,27767050,terminacja-ciazy-urodzilam-synka-w-szpitalnej-toalecie-zanim.html?utm_source=facebook.com&utm_medium=SM&utm_campaign=FB_wysokieobcasy&fbclid=IwAR37abru9I81n0hKbXYSt_HutD9jockG7cEFkp9wBNkau2hWpqZTGkD4BRE Wada letalna. Urodziłam synka w szpitalnej toalecie. Zanim zawołałam pielęgniarkę, pożegnałam się z nim Po trzech miesiącach od przerwania ciąży zadzwonił telefon. Pani z MOPS-u powiedziała, że dostała ze szpitala zlecenie pogrzebu. I czy chcę się tym zająć ja, czy pozwalam na anonimowy pochówek. Stwierdzono, że ciało jest za duże na zbiorową kremację i trzeba je pochować. Dzielę się moją historią, ponieważ przeraża mnie obecna sytuacja związana z prawem aborcyjnym. Przeraża mnie śmierć młodej kobiety, przeraża mnie wizja kolejnych śmierci. Równocześnie nie mogę się pozbyć uczucia ulgi, że historia, która mi się przydarzyła, miała miejsce jeszcze zanim to wszystko się zaczęło. Diagnoza: wada letalna Był rok 2014, właśnie wprowadziliśmy się do naszego pierwszego mieszkania. Córka miała za chwilę kończyć trzy lata, byliśmy szczęśliwi. Stwierdziliśmy, że to bardzo dobry moment na kolejne dziecko. Zaszłam w ciążę, wszystko było cudnie. Aż do 12. tygodnia. Podczas badania przezierności karkowej dowiedziałam się, że coś jest nie tak. Następnego dnia wizyta w szpitalu w celu pogłębionej diagnostyki. Tam padła diagnoza: pęcherz olbrzymi. Nie wiedziałam, co to znaczy, świat mi się zawalił. Z tamtego dnia pamiętam głównie strach i ból. Ból serca, które mi pękło. Dostałam skierowanie na amniopunkcję, która miała wykluczyć lub stwierdzić inne wady. Miała się odbyć za cztery tygodnie. Przez ten czas przeczytałam dosłownie wszystko, co dostępne, na temat pęcherza olbrzymiego i zaczęła kiełkować we mnie nadzieja. Nadzieja, że nasz przypadek będzie tym ze szczęśliwym zakończeniem, ponieważ sam pęcherz olbrzymi to jeszcze nie wyrok. Dzień amniopunkcji to kolejne zderzenie z rzeczywistością. Okazało się, że pęcherz podwoił rozmiary, do tego prawie nie miałam wód płodowych, więc amniopunkcja nie była możliwa. Padło wtedy nazwisko Szaflik, CZMP w Łodzi, hasło: jedyna nadzieja... Mój świat zawalił się po raz kolejny. W domu poczytałam o tym, co się robi w Łodzi, jak wspaniałym specjalistą jest prof. Szaflik i znów zapaliła się iskierka, która pomagała wstawać z łóżka.
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.

Ten post ma 19 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.