przed czym?
7 listopada 2021, 15:4519
To nie jest wątek komercyjny i nie zbieram na depilator.
Po prostu miałem potrzebę podzielić się pewną emocją/refleksją/przemyśleniem
W wolnej chwili każdy czasem ma potrzebę sięgnięcia do czegoś co zna. Karmimy się wspomnieniami.
Jest bardzo fajna trylogia filmowa Linklatera, którą pewnie niejeden forumowicz/iczka oglądał, z oczywiście rytualnie by far najlepszą pierwszą częścią, "Przed wschodem słońca".
I nie, nie zamierzam tu wzniecać kolejnej tkliwej dyskusji wspomnieniowej, choć jest faktem, że film ten widziałem w towarzystwie byłej żony w bodaj 2015 roku, więc rok przed naszym końcem, co nie jest bez znaczenia (obejrzenie filmu zaproponowała ona).
Czasem mam tak, że lubię wracać do obejrzanych filmów czy odcinków dobrych seriali ale nie oglądając je w całości (nie mam poza tym na takie powtórki radykalnie czasu), ale metodą dostosowaną do współczesnej kultury srcollowania treści - wybiórczo, przeskakując i szukając (oczywiście czasem bezskutecznie) ulubionych scen.
Romantyczność filmu i jego magia są legendarne, faktycznie, Linklater zrobił tu coś świetnego zwłaszcza że oboje bohaterowie są gadatliwi więc film, sprowadzający się w zasadzie do ich dialogów, jest bez przerwy mówiony- nie zatracić w tym romantyzmu- duża rzecz.
Od lat miałem jedną najgłówniejsze wspomnienie związane z tym filmem- a mianowicie że najprawdziwsza scena tego filmu dzieje się....w części następnej. Po tym jak ci 20-latkowie spędzają magiczny dzień i noc w Wiedniu, po
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.
