"Załatwianie" spraw w POZ a dostęp do lekarza.
17
Ostatnio głównie pracuję w POZ w mieście jako tzw. lekarz wspomagający (bez listy aktywnej), w związku z czym moje wizyty składają się głównie z przypadkowych, nieznanych mi pacjentów. Minęło już trochę czasu i część pacjentów mnie zna, ale nawet tacy pacjenci nie robią zbyt wielkiej różnicy w tym, jak wygląda mój dzień jako lekarz POZ.
Zastanawiam się ostatnio, skąd u ludzi tak silne emocje wokół tzw. "dostępu do lekarza", przede wszystkich lekarza POZ, często widzę jak w rejestracji pacjenci wyrzucają z siebie frustrację, że termin jest dopiero na za 3 dni, a nie od ręki.
Dlaczego mnie to dziwi? Bo następnie za te 2-3 dni przyjmuję tych pacjentów i te wizyty są zupełnie bezcelowe, polegają na "załatwianiu" spraw administracyjnych. To są sprawy w ogóle nie wymagające udziału lekarza.
Mój przykładowy dzień wygląda tak: godzina lub więcej wypełniania samych recept, następnie wnioski- ZUS, sanatorium, pieluchy, materace przeciwodleżynowe, wniosek do DPS, dalej- pacjenci umówieni na wizyty lub teleporady których jedyną sprawą jest uzyskanie skierowania do okulisty, dermatologa czy laryngologa- zwykle już mają umówiony termin wizyty. Dalej- zaświadczenie o braku p/wskazań do zabiegu zaćmy (okazjonalnie inne zabiegi), zwolnienie z zajęć dla studentów, przedłużenie zwolnienia po urazach wracających z SORu, wyjaśnianie co dalej jak zwolnienie trwa powyżej iluś dni,
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.
Ten post ma 17 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.