poczułem się jak John Nash
21
to nawet nie miało być prowokacyjne, bo przecież wiadomo, że nieudolnie aspirując do bycia subaspergerem konsylium, od potęgi umysłu ludzi pokroju Nasha dzielą mnie nie galaktyki, nie wszechświaty, ale po prostu odrębne zbiory wymiarów - z inną fizyką i innym wszystkim.
Niemniej, poczułem się jak John Nash.
Pamiętacie tą scenę kiedy on ma zajęcia, na zewnątrz zupełnie jak w dniu świra coś tam wiercą czy co, jest hałas, przeszkadza w prowadzeniu zajęć.
Nash usztywnia swoje stanowisko, do akcji wkracza Alicja która uruchamia tak niepojęte i egzotyczne mechanizmy jak empatia, negocjacje oparte na wierze w obopólną dobrą wolę, okraszone równie nieogarnialnymi i z innej galaktyki wziętymi atrybutami jak przyjazny uśmiech itd. No i załatwia sprawę.
Mam dyżur, podmiotem problemu jest pacjent a jakże COVIDowy, w fantastyczny sposób załatwiony w SOR 2 dni temu. 65 latek z NT, ma spłycony oddech, kaszle, gorączkuje do 39 st, w rtg ma zagęszczenia miąższowe i saturację 91%, SOR to wszystko stwierdza i wypuszcza go do domu, pacjent czuje się gorzej, zapada decyzja o hospitalizacji.
Dzwonię zgodnie z procedurą uruchamiania zespołów COVID
która mówi:
"Osoby wymienione pkt. 4, zgłaszają potrzebę zorganizowania transportu sanitarnego
bezpośrednio do dyspozytora, który koordynuje i kwalifikuje zgłoszenia do realizacji transportu sanitarnego COVID-19"
oraz
"Dyspozytor po zakwalifikowaniu zgłoszenia do realizacji może wystąpić do wojewódzkiego koordynatora r
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.
Ten post ma 21 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.