wyszło Szydło z worka - puścił farbę ochroniarz byłej premier o wypadku w Oświęcimiu

7
No i się rozlało... Ta przebrzydła Wybiórcza znowu atakuje . "Oficer BOR, który w 2017 r. brał udział w wypadku kolumny wiozącej ówczesną premier Beatę Szydło, mówi "Wyborczej", że zarówno on, jak i reszta funkcjonariuszy składali w śledztwie fałszywe zeznania. To może być przełom w sprawie Ta sprawa nie dawała mi spokoju. Są ludzie, którzy chcą, by prawda nie przedostała się do opinii publicznej. Fatalnie się z tym czuję, nie mogłem dłużej z tym żyć – mówi nam Piotr Piątek. Od marca 2021 r. jest emerytowanym funkcjonariuszem Służby Ochrony Państwa (następca BOR). Wiosną – po 19 latach pracy – odszedł z SOP w stopniu starszego chorążego. W lutym 2017 r. Piątek był w grupie funkcjonariuszy jadących w rządowej kolumnie wiozącej Beatę Szydło, gdy doszło do zderzenia z fiatem seicento prowadzonym przez 20-letniego wówczas Sebastiana Kościelnika. Wypadek był jednym z serii kompromitujących dla BOR zdarzeń, do których doszło w latach 2016-20. Liczne wypadki pojazdów wożących VIP-ów pokazały, że czystka przeprowadzona w tej służbie po wyborach 2015 r. doprowadziła do jej osłabienia i dezorganizacji. Strona rządowa wspierana przez policję i prokuraturę, od początku robiła wszystko, by zdjąć odpowiedzialność z funkcjonariuszy oraz ich szefów, a winą obciążyć kierowcę seicento. W śledztwie tajemniczo zostały uszkodzone nagrania z monitoringu, a wszyscy BOR-owcy zapewniali, że kolumna jechała prawidłowo, używając sygnałów świetlnych i dźwiękowych. Chorąży ujawnia, że to ostatnie było nieprawdą, a on i jego koledzy za wiedzą przełożonych porozumieli się, by składać fałszywe zeznania. Co więcej, jak mówi Piątek, kolumna rządowa regularnie jeździła nie włączając syren. – Pan Piotr Piątek zdecydował się na publiczne ujawnienie faktycznych okoliczności wypadku w Oświęcimiu. Chce żyć w prawdzie. Jego postawa jest wyrazem skruchy związanej ze złożeniem nieprawdziwych zeznań, wyrzutów sumienia spowodowanych świadomością, że oskarżona o spowodowanie wypadku została niewłaściwa osoba – mówi "Wyborczej" mec. Ryszard Kalisz, do którego chorąży się zgłosił i złożył swoją relację. – Upublicznienie niniejszych informacji jest formą ochrony świadka przed presją i możliwymi działaniami upolitycznionej władzy. Może być tak, że ujawnienie skrzętnie ukrywanej prawdy uruchomi atak na niego. Tym bardziej należą się mu słowa uznania. Jako świadek i uczestnik zdarzeń jest gotowy złożyć zgodne z prawdą zeznania przed sądem Rzeczypospolitej – deklaruje adwokat. Według prawników, z którymi rozmawialiśmy, przyznając się do składania fałszywych zeznań i podając prawdziwe okoliczności, chorąży może liczyć na łagodne potraktowanie przez sąd. Przypomnijmy: był wieczór. Kościelnik zamierzał skręcić z ul. Powstańców Śląskich w jej przecznicę, ul. Orzeszkowej w Oświęcimiu. Na jego drodze znalazła się jednak kolumna trzech limuzyn (BMW i audi) wiozących premier Szydło, która jak co weekend jechała do swojego domu w Brzeszczach. Pierwszy samochód z rządowej kolumny minął Kościelnika, drugiego, w którym jechała szefowa rządu, kierowca seicento nie zauważył. Potężne opancerzone audi A8 po uderzeniu w
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.

Ten post ma 7 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.