Pogwarki przy zlecaniu testu na covid.

54
Jeszcze cieplutka historyjka z poz.Zaczynamy. Na wizytę przychodzi osobiście młodzieniec lat 25, ok 2 m wzrostu, owłosiona klata.Wiem że owłosiona, bo widac czarne kudełki jak tylko rozpiął kurtkę.Żeby nie było, nie mam nic przeciwko Włochom. Młodzieniec rozpiera się wygodnie na krześle, z tym że moje wygodniejsze... Patrzy w oczy i mówi że kaszle od 5 dni.Jakieś pobolewanie głowy, niechęć do pracy. Słowem objawy wirusowe.W badaniu oprócz włosów porastajacych ściane klatki nic ciekawego. Proponuję , że prócz leków objawowych zlecam wymaz. Gość natychmiast się jeży, aż jeżą się włosy na klacie, swoja droga fascynujace zjawisko, i pyta mnie o podstawę prawną. Odbijam piłkę podkręconym drop shotem że jak się nie wymaże to podstawa prawna do niego wróci jak karma.Gość się jeży, widać niepokój ruchowy z zaciskaniem pięściwięc pyatm go kulturalnie czy będzie mię bić.Wole zawczasu wiedzieć. Facet coś baka , że nie o to chodzi i on by NIE CHCIAŁ TEGO WYMAZU.
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.

Ten post ma 54 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.