zamarłem.....

37
Ja się nie wypowiem. Inkwizycyjny zapał tych niewiast i styl wypowiedzi mną wstrząsnęły- ale w sumie rozumiem że mam co chciałem- kiedyś prosiłem o próbki co smakowitszych kąsków z grupy COVID Doctors do której chciałem wstąpić ale Koleżeństwo tu odwiodło mnie od tego zamiaru, w trosce o resztki mej integralności psychicznej. Rozumiem że to co jest w tym wywiadzie, znalazłbym również tam - więc dobrze że się nie zapisałem jako koń trojański normalian. Powtarzam, nie wypowiem się. One naprawdę gotowe są wsadzać do więzienia. Owszem mówią to otwartym tekstem- ale mówią tak, że ja im wierzę. Jedno tylko skomentuję. Drogie panie, "naukowe średniowiecze" to jest komplement. Po prostu. A nie to co myślicie. Zabierzcie mnie z tego świata. Nie chcę. Po prostu nie chcę w tym brać udziału, nawet z piwnicy. https://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,28074114,lekarki-i-prawniczki-beda-sadzic-sie-z-celebrytami-wyedukujemy.html#S.W-K.C-B.3-L.1.maly Wklejam pro bono Mówią Maja Herman, Karolina Podsiadły-Gęsikowska i Anna Wardęga, założycielki organizacji do walki z fake newsami medycznymi w sieci i przemocą wobec lekarzy Rozmawiał Damian Maliszewski Pewien internauta napisał pod którymś z postów, że są panie pogromczyniami fejku i hejtu. Maja Herman, psychiatrka, psychoterapeutka: I świetnie! Można tak o nas mówić, właśnie zarejestrowałyśmy naszą działalność. Dwie psychiatrki, dwie prawniczki, gastroenterolożka, internistka chcą zapanować nad polskim internetem, antyszczepionkowcami i medycznymi fake newsami? Brzmi rewolucyjnie, ale czy to możliwe? Mec. Karolina Podsiadły-Gęsikowska, adwokatka: Nie tylko możliwe, ale konieczne. I słuszne ma pan odczucia, to jest rewolucja. Mówię to nie tylko jako internautka, ale przede wszystkim prawniczka. Myślę, że znalazłyśmy sposób na walkę z medycznym chaosem. Jak mają panie zamiar tego dokonać, skoro nikomu to się nie udało? M.H.: A ktoś próbował? Przecieramy szlaki. To może najpierw: skąd pomysł? M.H.: Znalazłam na Facebooku stronę „Prawnik lekarza". Dziewczyny świetnie pisały o prawach i obowiązkach lekarzy, wysłałam im wiadomość, że mocno wspieram to, co robią, że mam pewien pomysł, zaproponowałam spotkanie. Wtedy jeszcze nikt nie miał pojęcia, że świat dotknie pandemia COVID i jak z zalanych studzienek wybiją teorie antyszczepionkowe. W tamtym czasie szerzyły się teorie spiskowe o autyzmie u dzieci wywoływanym przez szczepionki, o rtęci w szczepionkach, mity na temat leków psychiatrycznych, depresji. Jakie? M.H.: Choćby, że depresja nie istnieje, że to słabość charakteru. Już zapomnieliśmy, ale to wtedy pojawiła się pierwsza fala hejtu na lekarzy, w związku z tym rzekomym autyzmem u dzieci wywoływanym przez szczepionki. Internauci poczuli, że mogą bezkarnie innych ludzi obrażać, pomawiać i krzywdzić. Jestem kobietą, psychiatrką i psychoterapeutką, więc nie ukrywam, że mnie kwestie tego hejtu interesowały także zawodowo. Kilka lat temu w mediach społecznościowych zaczęły pojawiać się konta medyczne, w których były prawda i mity. A że informacja w mediach jest jak chwast, rozsiewa się wszędzie, staliśmy się wszyscy świadkami medialnego chaosu. Pojawili się coache, którzy wchodzili w kompetencje psychologów, i to oni najczęściej negowali istnienie depresji jako jednostki chorobowej. Nie mogłam tego znieść, dlatego zaproponowałam dziewczynom, prawniczkom, współpracę. Powiedziałam, że trzeba to uporządkować, zrobić coś z bezkarnością i kłamstwami. Dziewczyny pomysłem się zachwyciły i wzięłyśmy się do roboty. K.P.-G.: Wspólnie z mec. Aleksandrą Powierżą, radczynią prawną, prowadzimy w Warszawie kancelarię butikową, która specjalizuje się w prawie medycznym. Od trzech lat, także w internecie, edukujemy medyków. Informujemy, jakie przysługują im prawa i obowiązki. Lekarze raczej unikają social mediów. Skąd czerpałyście wiedzę o jego mechanizmach? M.H.: W 2014 r. przestałam pracować w rygorze szpitala i dopiero wtedy zobaczyłam, że istnieje życie w mediach społecznościowych. Przeszłam na prywatną praktykę, z czystej ciekawości zrobiłam badania i okazało się, że 75 proc. medyków nie ma kont w mediach społecznościowych, nawet prywatnych. Zaczęłam drążyć, odpowiadali: „po co?", „to nie ma sensu", „to niepoważne", „nikt nie będzie traktował takiego lekarza z szacunkiem". W 2015 r. na zjeździe Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego miałam wystąpienie zatytułowane „Facebook bierze wszystko". Zorganizowałam pierwszą, drugą, trzecią konferencję naukową i przy okazji edukowałam lekarzy, że obecność w sieci jest w tych czasach niezwykle istotna, że muszą zmienić sposób myślenia, wyjść do ludzi, nie bać się tych mediów. Bo jeśli nie będzie w mediach lekarzy, tę lukę wypełnią hochsztaplerzy i znachorzy. I to się niestety stało. I jaki macie na to sposób? M.H.: Wymyśliłam Polskie Towarzystwo Mediów Medycznych, które będzie weryfikowało strony internetowe, blogi, konta, na które można trafić w internecie, na Facebooku, Instagramie, YouTubie, TikToku czy Twitterze. Weryfikowało i zrzeszało, w razie potrzeby upominało bądź wytaczało procesy sądowe w przypadku szerzenia nieprawdy. Kiedy zaczniecie działać? M.H.: Już zaczęłyśmy weryfikować konta medyków i wystawiamy im certyfikaty. Każd
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.

Ten post ma 37 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.