Dworzec Zachodni wczoraj.
1
„ Szczerze mówiąc, to ja nawet nie wiem, co spakowałam do tych walizek. Jak już zdecydowałam się, że wyjeżdżam, to złapałam, co było pod ręką i wrzuciłam, jak leci. Nie mogłam tego szybko skończyć, bo syreny ciągle wyły i musiałyśmy zbiegać do piwnicy - mówi Dasha.
– W czym mogę pomóc? – głośno i donośnie pyta Mykhailo, 26-latek z Czerkasów. Przedstawia się jako Michał, bo w Warszawie mieszka z przerwami od 7 lat. Tu znalazł pracę w dużej międzynarodowej firmie. Rzucił ją w piątek, drugiego dnia wojny, bo nie chcieli mu dać urlopu – a kiedy pierwsze rakiety rosyjskiej armii spadły na Ukrainę, wiedział, że zaraz do Warszawy zjadą setki tysięcy osób, którymi trzeba się będzie zaopiekować. Na plecach ma zarzuconą odblaskową kamizelkę, którą nosi każdy wolontariusz pracujący z uchodźcami na Dworcu Zachodnim.
– Kochaniutki, ciepłej wody dla dziecka jakbyś mi znalazł – odpowiada na pytanie Mykhaila kobieta w średnim wieku z dwójką dzieci. Jedno, kilkuletnie, biega wkoło ławki i dumnie prezentuje swój szczerbaty uśmiech. Drugie jeszcze na rękach. Kobieta głowę osłoniętą ma czarnym szalem, oprócz dzieci pilnuje dwóch dużych walizek. To wszystko, co zabrała ze sobą do autokaru, z którego kilka godzin temu wysiadła na dworcu. Wsiadła wczoraj w Iwano-Frankiwsku.
Wojna na Ukrainie. Jak umyć włosy na dworcu?
Idę z Mykhailem do miejsca, gdzie wstęp mają tylko wolontariusze oraz matki z dziećmi. – Wczoraj jeszcze wszystkich wpuszczaliśmy, ale zrobił się taki niewyobrażalny korek do toalety, że musieliśmy wprowadzić jakąś selekcję. Na zewnątrz są dostępne toi-toie, nie ma przy nich kolejek, tam odsyłamy. To pomieszczenie jest miejscem, w którym można odetchnąć, a matki mogą przewinąć swoje dzieciaki – wyjaśnia mi wolontariuszka.
Kiedy Mykhailo zdobywa przegotowaną wodę, idę sprawdzić, jak działają inne punkty w hali dworca PKS. W samym centrum wydawane są ciepła zupa i inne jedzenie. Zajmują się tym wolontariusze, którzy na co dzień pomagają osobom w kryzysie bezdomności. Zaraz obok środki higieny osobistej i pampersy. – Jesteśmy mieszkańcami Warszawy, po prostu. Nieformalna grupa „Front pomocy Ukrainie" – odpowiada mężczyzna, kiedy dopytuję, kto organizuje tę zbiórkę. W salce obok pomieszczenia dla wolontariuszy. Pracownice Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego w Warszawie spisują dane od osób, które potrzebują dachu nad głową – rozmieszczają je później w szkołach i hotelach w pobliżu Warszawy.
Mykhailo ma już w rękach dziecięcą butelkę ze smoczkiem pełną ciepłej wody, ale w międzyczasie dostał dwie inne prośby: znaleźć najszybszy możliwy transport dla kilkuosobowej rodziny do Poznania i skierować matkę z dzieckiem do punktu, gdzie będzie mogła zarejestrować kartę SIM z polskim numerem. Przekazuje te prośby do grup na Facebooku, które pozakładał w zeszłym tygodniu ze znajomymi – najpierw próbuje pisać, ale szybko uznaje, że szybciej będzie nagrać wiadomość głosową – to może zrobić w biegu, wracając z butelką.
– Przepraszam, wie pan może, gdzie ja tutaj mogę s
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.
Ten post ma 1 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.