„Polacy w legionie ukraińskim”

11
Pewnie, że nie chciałbym wyjeżdżać, wolałbym, żeby Zachód interweniował i żeby się skończyło. Chcę, żeby mój syn żył w normalnym kraju - wiadomo, co temu wariatowi przyjdzie do głowy? Ale oni tam też mają dzieci i wiem, że zrobiliby dla mnie to samo. Pracownik schroniska dla zwierząt, instruktor tańca, budowniczy dróg, właściciel firmy, emigrant z Holandii. Twardy opór Ukraińców i powołanie przez prezydenta Wołodymyra Zełenskiego Międzynarodowego Legionu Obrony Terytorialnej sprawiły, że wielu Polaków chce walczyć w obronie Ukrainy. Ochotników rejestruje ukraińska ambasada. Na przeszkodzie stoją na razie formalności – przepisy mówią, że służba polskiego obywatela w armii innego kraju wymaga zgody, na którą można czekać nawet trzy miesiące. PSL zapowiedział złożenie w Sejmie poprawki do przepisów, która ułatwi udział w Legionie Międzynarodowym. Tymczasem niektórzy nie chcą czekać i próbują przedostać się w miejsce walk na własną rękę. Bo tam dzieci umierają Tomasz: – Moja żona Tatiana jest z Ukrainy, z okolic Łucka. Co roku jeździmy tam na wakacje, mam tam mnóstwo znajomych. Od początku inwazji jeżdżę do granicy i przewożę ludzi. Codziennie odbieram po 250 telefonów dziennie i mało śpię. Właśnie jadą do nas ze Lwowa dwie znajome, obie w ciąży, załatwiłem im transport i dach nad głową. Części rodziny żony, która chciała uciec, pomogłem, są bezpieczni w Polsce, ale większość została. Powiedzieli, że tam jest ich dom. Na Ukrainie brałem ślub. Wesele było w Równem, cztery lata temu. Było pięknie! Poznaliśmy się z Tatianą w pracy rok wcześniej, tutaj, w Ożarowie Mazowieckim, w firmie z opakowaniami plastikowymi, gdzie byłem głównym operatorem. Ona pomachała do mnie i tak się zaczęło. Tatiana ma też rodzinę w Chersoniu, walczy tam dziewięciu moich kolegów… Nie, przepraszam. Walczyło dziewięciu, bo czterech już nie żyje. Z pozostałymi mam kontakt. Jeden był naszym świadkiem na weselu. Pisze do mnie, że dziś najgorsza noc, że bardzo dziękuje Polsce. I że żegna się, że nas kocha i nie wie, czy do jutra przetrwa. Że na Równe idą od strony Białorusi i że błaga Irę – to siostra mojej żony – żeby jechała do Polski, ale ona nie chce zostawiać męża, który nie może chodzić, a trudno go przetransportować. Ciężko o tym mówić, łamie mi się serce. Szczerze, oni są mi bliżsi niż rodzina tutaj. Przyjęli mnie tam z tak wielkim sercem. Warci są wszystkiego. Kocham ich bardzo. Jak Ukraina upadnie i nikt nawet nie spróbuje im pomóc tam, to każda ich śmierć pójdzie na marne. Od początku ich pytam, czy mogę jakoś pomóc, czy mogę przyjechać walczyć z nimi. Nie byłem wojskowym, ale umiem obsługiwać broń, mam kondycję, trenowałem sztuki walki. Boję się oczywiście bardzo, ludzka sprawa. Żona też błaga, żebym nie wyjeżdżał. Pewnie, że nie chciałbym wyjeżdżać, wolałbym, żeby Zachód interweniował i żeby się skończyło. Chcę, żeby mój syn żył w normalnym kraju – wiadomo, co temu wariatowi przyjdzie do głowy? Ale oni tam też mają dzieci i wiem, że zrobiliby dla mnie to samo. Dlaczego tak się dzieje, dlaczego człowiek człowiekowi to robi? Już przestałem się modlić, brakuje mi słów do modlitwy. Tomasz zaczyna płakać. – Ja po prostu chciałbym, żeby oni nie musieli uciekać. Moje dziecko śpi za ścianą, a tam dzieci umierają. Dlaczego my chodzimy po ulicach, a tam uciekają przed pociskami? I tylko dlatego bym chciał to zrobić. Chciałbym żyć i patrzeć, jak mój syn dorasta, ale tam są rodziny moich przyjaciół. Jeszcze biję się z myślami. Żona jest nad wyraz twardą kobietą, jak każda ukraińska kobieta, czasem wybuchamy, kłócimy się. Ale zaraz się przytulamy, w trójkę, z synem. I mówimy: wse bude dobre. Bo Putin oszalał Darek: – Pracuję teraz w schronisku dla zwierząt. Ale w poprzedniej pracy – w firmie, która produkuje części do samochodów – poznałem wielu Ukraińców. Wiem, że to dobrzy ludzie. Jak tylko zobaczyłem, że zaczęli ginąć cywile, dzieci, zdecydowałem się i zgłosiłem na ochotnika. Czekam. Artur: – Mieszkam w Toruniu. Pracowałem jako kierowca, jeździłem po Europie. Obecnie pracuję w zakładzie remontowo-budowlanym. Mam doświadczenie wojskowe – odbyłem zasadniczą służbę, byłem przez jakiś czas w szkole chorążych, pochodzę z wojskowej rodziny, należałem do koła strzeleckiego. Do ambasady napisałem po apelu prezydenta Zełenskiego. To nie była łatwa decyzja, zostawia się całe swoje życie, jak by nie było. Ale ja uważam, że ktoś musi jechać, bo Putin oszalał i trzeba go powstrzymać, już tam. Wiem, że Polska nie może oficjalnie przystąpić do tej wojny, ale m
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.

Ten post ma 11 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.