Mam szacunek do facetów,którzy przyznają się,ze płaczą…
7
Stasiuk: Rozwalają mnie samotni faceci, którym się udało wysłać rodziny w bezpieczne miejsce i dlatego będą lepiej walczyć
Powiedziałem Ukrainkom, które z nami współpracują po drugiej stronie, że tylko będę jeździł, a kogo mam wieźć, to już ich sprawa. Bo co mam powiedzieć? Że to dziecko mi się bardziej podoba i je biorę?
Z pisarzem Andrzejem Stasiukiem na granicy z Ukrainą rozmawia Dorota Wodecka
No i przyszło w końcu.
- Cały czas przychodzi. Z przerwami, ale przychodzi. Stało się, bo się miało stać. Zawsze gdzieś wchodzą. Weszli do Gruzji, zajęli Krym i co? Można się było zastanawiać, dlaczego tak długo gdzieś nie wchodzą. No i weszli. Z przytupem, na skalę, która zdziwiła. Nawet pewne schadenfreude odczuwam wobec tego głupiego Zachodu, który zachowywał się wobec Rosji jak idiota. I nie przyjmował do wiadomości, że Wschód to jest też fatalizm.
Jak to możliwe, że dwie trzecie Rosjan popiera wojnę i wierzy kremlowskiej propagandzie?
- Przykładanie zachodnich miar do Rosji i mówienie o uleganiu propagandzie jest naiwnością z naszej strony. Oni są inni. Proszę sobie wyobrazić, że jedzie pani nad Bajkał, mieszka u dziewuchy, która jeździła po świecie, była w Ameryce, w Turcji, w Europie i raptem któregoś ranka ona mówi, że Amerykanie zrzucili nam w Bajkał piranie, żeby mordowały nasze ryby. I to nie był żart. Wiedziałem, że jak zaoponuję, to ją zranię w samo serce, więc nie zrobiłem tego. Oni mają przekonstruowane umysły. My mamy swój europejski światopogląd, oni mają swój i nie mamy języka, żeby się z nimi porozumieć.
"Jedyną konsekwencją sankcji będzie rozkwit Rosji. Prezydent Władimir Putin czuwa nad tym osobiście". Przecież to, co słyszą, to jakieś brednie. Zero racjonalności.
- A mają jakąś inną prawdę? Da się jednym kliknięciem obrócić umysł o 180 stopni i przyznać, że ich Rosja jest krajem upadku i barbarii? No jak mogą tak powiedzieć o sobie? I co? Swoje życie skreślić? Swoją tożsamość wymazać w jednej chwili na życzenie Zachodu tak zwanego? Co im zostaje wtedy?
A tak co mają?
- Tożsamość ufundowaną na kompleksie niższości splecionym z poczuciem wielkości i wyższości. To samo co w Polsce, tylko sto razy silniej, bo i kraj jest większy. Przekraczaliśmy kiedyś granicę rosyjsko-kazachską. Odprawiliśmy się nawet sympatycznie i przyjemnie i na końcu stoi żołnierzyk z karabinem, taki chłopak jak na granicy polsko-ukraińskiej. Patrzy nam w oczy i pyta: "Co wy tak naprawdę myślicie o Rosji?". I co mu miałem powiedzieć? "Nicziewo, podróżujemy". Kompleks, co obcy o nich myślą i jak ich widzą, jest u nich ogromny, ale pisałem o tym w swoich książkach i nie chce mi się znów o tym gadać.
Ale jak ta tożsamość będzie się miała do braku przysłowiowej kiełbasy? Starbucksów, McDonaldów i "Wiedźmina"? Przecież młodzi Rosjanie są obywatelami świata, a właściwie social mediów.
- Zabawki, jakie dostali do ręki, nie mają nic wspólnego z tożsamością, którą buduje się z pokolenia na pokolenie. Chińczycy też mają zabawki, też mają McDonaldy i Starbucksy, i co? Ale nie rozmawiajmy o Ruskich, proszę, ani o wielkiej polityce. Wolałbym o konkretach.
Dramat uciekających z Ukrainy ludzi to skutek wielkiej polityki. Nie myślał pan o niej na granicy w Budomierzu?
- W ogóle. Myślałem o tym, by o wpół do piątej pojechać do Cieszanowa, zładować samochód, pojechać na granicę, przejechać granicę, wyładować samochód, zabrać zrozpaczonych ludzi, przewieźć przez granicę, wrócić do bazy w Cieszanowie i tak od nowa. Do godziny 16 robiłem dwa kursy i zjeżdżałem. Powiedziałem Pułkownikowi, który nami dowodził, że jestem stary, cierpię na bezsenność i dlatego wolę pracować od rana, a wieczorem słabo mi idzie. Kiedyś było lepiej.
Tylko dwa kursy w ciągu 12 godzin? Do granicy w Budomierzu jest z Cieszanowa tylko 30 parę kilometrów.
- Ale to wszystko trwa. Są wariaci, co od rana robią i cztery kursy, ale ja nie miałem zwyczajnie sił.
Jeździcie w jakiejś flocie?
- Nie, jeździ się samotnie, tylko ze wspomaganiem. We trzy, cztery samochody. Pułkownik po tamtej stronie każe nam wyłączać telefony.
Dlaczego?
- Bo to jest wojna.
Nie ogarniam.
- Też nie ogarniam, po prostu słucham mądrzejszych od siebie. Telefony mogą być na podsłuchu i Ruscy mogą z tego korzystać. Pułkownik każe nam zabierać plecaki z rzeczami na przetrwanie na dwa dni, bo tutaj wiecie – na razie jest spokojnie, ale w każdej chwili Ruscy mogą wpaść na pomysł, by puścić rakietę w korytarze, którymi się na Ukrainę wozi zaopatrzenie. I wtedy przejebane, musicie wrócić na własną rękę. Więc mamy śpiwory, jakieś jedzenie, wszystko, co zwykle wożę w samochodzie.
Kim jest Pułkownik?
- Ma dobro w oczach, ale kiedy tam byliście, nie chciał rozmawiać z "Wyborczą", i ja to szanuję. Nie będę o nim opowiadał. Porządny człowiek na pierwszy rzut oka.
Kto tam jest jeszcze?
- Chyba pół Europy. Marcin Piotrowski, który rozkręcił w Gorajcu „Folkowisko", pozbierał wszystkie nici chaotycznej, zagubionej pomocy, której rząd polski nie ogarnia. I w tydzień rozkręcił taką imprezę, że podjeżdża tir za tirem i pięćdziesięciu wolontariuszy zasuwa przy rozładunku. I to jest widok! Lud
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.
Ten post ma 7 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.