Ale to już było, czyli co poeta miał na myśli...

60
W chwilach kryzysów wszelakich kompulsywne kupuję literaturę. I czytam poezję. Wiem, obecnie powinnam raczej skupić się na nabywaniu złota, dolarów i euro oraz przytulnego schronu gdzieś w Ameryce Południowej, ale jakoś nie przemawia do mnie wizja przetrwania za wszelką cenę, kwestia subiektywnej oceny stosunku jakości do ilości;) I tak sobie czytając, przypomniały mi się dwa utwory, ze szkoły jeszcze znane. Czesław Miłosz „Campo di Fiori” W Rzymie na Campo di Fiori Kosze oliwek i cytryn, Bruk opryskany winem I odłamkami kwiatów. Różowe owoce morza Sypią na stoły przekupnie, Naręcza ciemnych winogron Padają na puch brzoskwini. Tu na tym właśnie placu Spalono Giordana Bruna, Kat płomień stosu zażegnął W kole ciekawej gawiedzi. A ledwo płomień przygasnął, Znów pełne były tawerny, Kosze oliwek i cytryn Nieśli przekupnie na głowach. Wspomniałem Campo di Fiori W Warszawie przy karuzeli, W pogodny wieczór wiosenny, Przy dźwiękach skocznej muzyki. Salwy za murem getta Głuszyła skoczna melodia I wzlatywały pary Wysoko w pogodne niebo. Czasem wiatr z domów płonących Przynosił czarne latawce, Łapali skrawki w powietrzu Jadący na karuzeli. Rozwiewał suknie dziewczynom Ten wiatr od domów płonących, Śmiały się tłumy wesołe W czas pięknej
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.

Ten post ma 60 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.