"Druga opinia", czyli lekarz narzędziem w ręku pacjenta.

109
Przy każdej kolejnej wizycie tylko upewniam się, że ludzie nie chodzą do lekarza na tzw. konsultację, czyli z problemem zdrowotnym i oczekiwaniem opinii lekarza, a także jego zaleceń, tylko załatwić jakieś konkretne sprawy. Lekarz jest takim narzędziem w rękach pacjenta, jak mikrofalówka albo samochód, drogą do celu, a cel pacjent ma oczywiście dokładnie wyznaczony przy pomocy opinii znajomych, rodziny, internetu, reklam oraz ustnego przekazu, co powiedział jakiś inny lekarz (np. specjalista). Wiem, że to już schyłek mojej kariery w nocnej opiece, ponieważ się do tego nie nadaję i tracę nerwy. Jednak nie wiem, czy ja się tam spalam (możliwe), czy pacjenci trafiają się coraz dziwniejsi. Zauważyłam natomiast, że dla nich nie jestem lekarzem, tylko takim rodzajem maszyny od której się oczekuje, że spełni żądania, o każdej porze dnia i nocy, z uśmiechem i z podejściem nowoczesnym do dziecka. Część konfrontacji z pacjentami jest zdecydowanie moją winą, ponieważ nie uśmiecham się i nie mogę się powstrzymać aby nie wytknąć, że celem wizyty w nocnej opiece NIE JEST diagnostyka chorób przewlekłych czy profilaktyka zdrowotna. Moje ostatnie konfrontacje: - Dziecko z ospą obsypane jak choinka, ze zmianami sięgającymi powiek (obrzęk), z cechami nadkażenia i złym stanem ogólnym. Władowane wczesnym wieczorem, tłumek ludzi na korytarzu. Byli już u lekarza (tele, ale dosłali zdjęcia), dostali skierowanie do szpitala zakaźnego. Przyszli po drugą opinię, bo "nie chcą dziecka
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.

Ten post ma 109 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.