Co nam grozi ze strony pacjentów. Z cyklu 12 minut w POZ.

82
Problem kliniczny
Zamaszyście otwiera drzwi. Siwa, całkiem obfita jak na te lata grzywka, uśmiechnięte od ucha do ucha jasne oczy. Nawet maseczka jakby taka trochę wygnieciona na kształt uśmiechu. On: (radośnie): "Dzień dobry! Przyszedłem!!!" Ja: (ostrożnie, gdyż wydaje mi się, że pacjenta widzę pierwszy raz w życiu na oczy): "Dzień dobry..." On: "To ja! To ja jestem! To ja Panią zapraszałem na kawę!!!" Już wszystko pamiętam. Nowy pacjent. Całą pandemię zamawiał teleporady, gdyż chciał receptę na Elocom. Na kawę rzeczywiście próbował się umówić. Za którymś razem oznajmiłam, że więcej recepty nie przepiszę, jeśli nie przyjdzie na wizytę osobistą. "Obiecałem Pani, że przyjdę, jak skończy się pandemia, bo chciała mnie Pani poznać osobiście. Więc- oto jestem!!!" "W czym mogę pomóc?" "Mnie nic nie jest. Przyszedłem, bo Pani mnie wzywała, a ja kobietom nie odmawiam! Czy jest tu w okolicy jakaś kawiarnia, żebyśmy mogli wypić kawę?" Na szczęście na naszym pipidówie nie ma żadnej kawiarni. Nie wspominam ani słowem o ekspresie w socjalnym. Dziękuję, że pacjent przyszedł, przeprowadzam kontrolne badanie fizykalne i myślę w duchu, że to będzie szybka wizyta. Przyda mi się taka. A-ha. Wizja szybkiej wizyty szybko się oddala, gdy nieprzestający się uśmiechać pacjent zaczyna opowiadać o sobie. "Jestem na emeryturze od 60 roku życia" Obliczam szybko, że t
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.

Ten post ma 82 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.