„Rosyjski raport o gwaltach. na Ukraińcach -nie-chca-sie-dotykac…”

5
Nie dla wrażliwych osób. Rosyjski raport o gwałtach na Ukrainkach: Nie chcą się dotykać, wlewają sobie roztwory alkoholu do pochwy Pojedyncze doniesienia o gwałtach pojawiały się właściwie od samego początku rosyjskiej inwazji na Ukrainę, ale skala przestępstw tego rodzaju zaczęła się zarysowywać dopiero po opuszczeniu przez armię rosyjską miast i wsi obwodu kijowskiego. Statystyk, choćby wybiórczych, na razie nie ma. Upłyną lata, zanim uda się zebrać dane. Mediazona przeanalizowała dostępne dziś świadectwa mówiące o ofiarach gwałtów – i o tym, jak z nimi pracują psycholodzy. „Jedna dziewczyna słabo mówi, bo kiedy ją gwałcili, bili po twarzy – nie ma zębów. Po ukraińsku to się nazywa 'huhniawyty', 'mówić przez nos' - opowiada, robiąc długie przerwy, Kateryna Haliant, psycholożka kliniczna z Kijowa. Jest teraz w Tallinnie, pracuje w dwóch tamtejszych szpitalach położniczych z uchodźczyniami z Ukrainy. Nie muszą być w ciąży, oględziny i konsultacje proponują wszystkim przybywającym przyjeżdżającym Ukrainkom. Kateryna dla uchodźczyń jest i lekarzem, i psychologiem, bo ma podwójne wykształcenie: psychologiczne i medyczne. Trzech ze zgwałconych przez rosyjskich żołnierzy dziewczyn – w wieku 16, 17 i 20 lat – w Tallinnie teraz nie ma. Skontaktowały się z Kateryną przez media społecznościowe, dwie z nich za radą znajomych. Psycholożka mówi, że pracuje z nimi indywidualnie przez Zooma: ona ma kamerę włączoną, one - nie. Nie zna ich prawdziwych imion i na razie nie zadaje za dużo pytań – czasem rozmowa trwa całe 5-10 minut, potem dziewczyny zaczynają płakać i się wyłączają. Katerynie też jest niełatwo: mówi, że wypali się, jeśli przyjmie jeszcze choćby jedną ofiarę przemocy na wojnie. „Dwie dziewczyny są z Buczy, jedna z Irpinia - ciągnie Kateryna Haliant. - Oczywiście, nikt nie pisze na początku: „Zostałam zgwałcona, proszę o pomoc". Piszą zwykle tak: „Nie widzę sensu w życiu", „Mam myśli samobójcze", „Nie mogę spać", „Nie mogę jeść", „Nie mogę się dotykać, nienawidzę swojego ciała" i tak dalej. Jedna z pacjentek z myślami samobójczymi znalazła mnie na kanale wolontariuszy. Zdzwoniłyśmy się na Zoomie – zbierałam wywiad. Myślałam, że ona ma kliniczną depresję, trzeba włączyć psychiatrę, a ona mi potem powiedziała, że była w Buczy i że ją zgwałcili. No i od tej chwili pracujemy". 16-latka przeciwko pięciu mężczyznom Historie wszystkich trzech zgwałconych są bardzo podobne, mówi psycholożka. Wcześniej ją to nawet zastanawiało: „Myślałam na początku, że to jakiś pojedynczy przypadek wypaczenia moralnego, jakiś zboczeniec – przecież w czasach pokoju też są tacy ludzie. Ale tutaj chodzili grupami i wszyscy robili to samo! Może mieli taki rozkaz albo plan… One opowiadają faktycznie o tym samym". "Wspomnienia pokrzywdzonych dzieliły się jakby na trzy części - ciągnie. – Najpierw dziewczyny opowiadały, jak rosyjscy żołnierze na początku okupacji chodzili po domach i zapisywali, kto się w nich znajduje i czy wśród mieszkańców są mężczyźni, zabierali telefony komórkowe". Potem – jak żołnierze zaczęli zbierać łupy: według słów Kateryny jednej z jej klientek „zabrali nawet żelazko". A na około półtora tygodnia przed wycofaniem się wojsk spod Kijowa „zaczęły się bestialstwa". „Zabrali wszystkich mężczyzn i nikt nie wie, co z nimi zrobili - mówi Haliant. - Zostały faktycznie tylko kobiety i dzieci. Tata jednej z tych dziewcząt zginął w czasie okupacji: pojechał kupić jedzenie gdzieś w Buczy i go zastrzelili, jak mi opowiadała. Ciała nie widziała, ale ktoś z sąsiadów podobno widział. Nie wrócił, a ona teraz nie ma zasobów, aby szukać ciała. I na razie tego tematu nie poruszamy". Wszystkie trzy dziewczyny opowiadają, że wojskowi chodzili po domach w grupach, od trzech do pięciu osób w różnym wieku: "Przede wszystkim to byli młodzi żołnierze, do trzydziestki, ale zawsze był z nimi ktoś starszy. Powiedzmy, 45, 50 lat. Jakby wręcz byli ich ojcami - mówi psycholożka. - Zachodzili do domów wieczorami. Wszyscy wojskowi, jak wspominają ofiary, byli pijani". „Jeśli w domu był jakiś alkohol, to wyciągali wszystko, siadali w kuchni, zmuszali dziewczyny, aby coś im przygotowywały do jedzenia, jeśli cokolwiek było w domu. No a potem zaczynały się gwałty - mówi Kateryna. - Im bardziej dziewczyny się sprzeciwiały, tym bardziej żołnierze byli… Tej dziewczynie wybili zęby, ona powiedziała, że tak bardzo krzyczała i próbowała im twarze rozdrapać czy w ogóle coś zrobić. Ale 16-latka przeciwko pięciu mężczyznom…". 17-letnia klientka Kateryny podczas gwałtu straciła przytomność: „I ona nawet się z tego cieszy". Wszystkim trzem dziewczętom udało się uciec z domu, kiedy po gwałcie żołnierze zasnęli. Jedną z dziewcząt – tę, która straciła ojca – na ulicy zauważyła sąsiadka. „Zabrali ją do jakiegoś domu, gdzie w piwnicy byli ludzie - relacjonuje psycholożka. - Opowiadała, że czekając na ewakuację, oni się w tej piwnicy zabarykadowali i nie wychodzili, a nie było przecież jedzenia. Były tam też zwłoki i nie było jak ich wynieść. Pytałam, skąd brali wodę. To były piwnice starych domów, tam są wszystkie te rury kanalizacyjne, więc oni robili w tych rurach dziurki i w ten sposób nabierali choć trochę byle jakiej wody". Kateryna Haliant nie wie, gdzie teraz są dziewczyny, które się do niej zwróciły – to część ich kontraktu. Próbując zebrać wywiad lekarski i udzielić pomocy, psycholożka dowiedziała się też o urazach fizycznych. "Jedna z dziewczyn ma podrapaną skórę na ręce i sądząc po objawach, może nie złamanie, ale silne stłuczenie - mówi Kateryna. - Próbowałyśmy choćby narysować to, czego ona nie może powiedzieć, i okazało się, że jej prawa ręka jest bezwładna. Najbardziej mnie niepokoi, że żadna z tych dziewczyn nie zwróciła się jeszcze do ginekologa. Wszystkie mówiły, że kiedy pierwszy r
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.

Ten post ma 5 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.