Czy pacjenci sieciówek zwariowali do reszty?
109
Dzień jak co dzień. Ponad 30 osób na usg. Normalka. Robię to jak automat, chcę to zrobić sprawnie i szybko, bez emocji, opisać wszystkie istotne zmiany.
I jedyna rzecz, która mi w tym przeszkadza to pacjent.
- brak zdjęć z poprzedniego badania, bo „przecież są w systemie” (nie, nie ma), albo nikt nie powiedział (można się domyślić?), albo zgubiła, albo zapomniała a miała w ręku (sic!)
- próbuję zebrać wywiad, żeby wiedzieć co mam badać, skierowania tak bzdurne, ze mogę sobie nimi wytrzeć podwozie - tez problem, pojawia się jakiś słowotok o wszystkim i niczym
- plaga psycholi znajdujących sobie jakieś węzły na szyi, w pachwinie, na karku, pod obojczykiem i traktujących to jako śmiertelną chorobę, oczywiście z odpowiednią oprawą (zdecydowanie usg węzłów chłonnych wkurza mnie najmocniej, chyba przestane to robic)
- pacjentki wyczuwające różne dziwne rzeczy w piersi (albo gruczoł, albo żebro, albo torbiel) wchodzące do gabinetu z uc
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.
Ten post ma 109 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.