Na deptaku i nie tylko.|Ciechocinek bez łaski NFZ.
20
Łózka zdrojowe potrafią być gorące.To banał i tandeta, ale sie sprawdza.W obecnym upale na pewno..Mistrzowie i mistrzynie melanżu uzdrowiskowego właśnie krecą się przed dancingami.Za chwilkę zaczynają się fajfy, a więc czas na łowy.Podrygów nie brakuje też na świeżym powietrzu.Przy tzw. szachownicy gra muzyka i odchodzi taniec w parach.Ryzyko upadku w parach jest mniejsze. Nie mówię tu o upadku moralnym.
Rozglądam sie po Ciechocinku z wysokości zqadaszonej budy tramwajowej udajacej bryczkę.Powozi pan Łukasz, klon młodego Laskowika.Ten akcent, te dowcipy i niezrazanie sie odgrzewanymi kotletami.Są jeszcze konie.Dwa wałachy.Ten starszy o smutnym spojrzeniu, bo podobno był świadomy jak "przyjechał do niego lekarz i przerobił na dziewczynkę".
Objezdżamy wszystko.Pan Łukasz krzyczy przez mikrofon na zakonnice przemykające przez ulicę, na parki zdąrzające na te fajfy jak ćmyy do ognia, na panów poruszajacych sie też dwójkami.Panów nazywa wyleniałymi kotami, dla pań jest łaskawszy , zwłaszcza wystrojonych na czerwono ma okreslenie "tygrysice".MIjamy tych wszystkich ludzi, pan Łukasz ku mojemu zażenowaniu, zaczepia ich głośno z pozycji powożącego. Oni coś tam odpowiadają ale szns to nie maja żadnych bez mikrofonu..Reszta się przygląda.Taki latajacy cyrk Monthy Pythona z małpami.
Kolegom w powozie zasadniczo się podoba .Bezkarne zaczepianie, wesołkowatość pana Łukasza,.Co chwilka słyszymy wio maluśkie.Problemy , maluśkie, są rozwiązane systemowo.Konikii mają pampersy więc stosuje się modern ecolog
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.
Ten post ma 20 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.