Polski prowincjonalny szpital w pigułce

7
https://www.onet.pl/informacje/onetpoznan/szpital-na-peryferiach-w-zlotowie-jedni-lekarze-pija-inni-znikaja-z-pracy/7pjl8ck,79cfc278 "Szpital na peryferiach. W Złotowie lekarze piją, znikają z pracy, a dziecko zmarło w niejasnych okolicznościach Na pijaństwie wpadł właśnie trzeci lekarz ze Złotowa. Inni są podejrzewani o to, że brali fikcyjne dyżury na oddziałach lub potajemnie znikali z pracy, by w tym czasie dorobić w prywatnej przychodni. Pacjenci, jak twierdzą nasi rozmówcy, zostawali bez opieki i umierali. O zaniedbania w szpitalu i tuszowanie nieprawidłowości obwiniają nową dyrekcję oraz starostę powiatu złotowskiego, który zawarł koalicję z PiS i właśnie dostał odznaczenie od prezydenta Andrzeja Dudy za swoje zasługi. W szpitalu w Złotowie, na skraju Wielkopolski, doszło do kadrowego trzęsienia ziemi. Z pracą pożegnała się dyrektor szpitala, jej zastępca oraz kilka innych osób na kierowniczych stanowiskach. Teraz mówią Onetowi, że pozbyto się ich, bo nie zgadzali się na patologie i lokalne układy Chodzi m.in. o pijaństwo lekarzy, ich znikanie z pracy i pobieranie przez nich nienależnych pensji oraz o wzrastającą śmiertelność pacjentów — Jednego z lekarzy osobiście przyłapałem na tym, że zamiast być w szpitalu w Złotowie i kierować oddziałem paliatywnym, przyjmował pacjentów w innej przychodni, w innym mieście. W "nagrodę" za moją skrupulatność zostałem zwolniony, a ten lekarz dostał awans — mówi Marcin Druszcz, który do stycznia był zastępcą dyrektora szpitala w Złotowie Szpital jest nadzorowany przez powiat złotowski, którym kieruje współpracujący z PiS starosta Ryszard Goławski. Niedawno dostał od prezydenta Dudy Srebrny Krzyż Zasługi. Jego oponenci zarzucają mu, że tuszuje niewygodne tematy Starosta zaprzecza i wskazuje, że pijani lekarze i lewe dyżury były w szpitalu już znacznie wcześniej. Jednak dzięki zmianom kadrowym, jego zdaniem szpital działa coraz lepiej. Tymczasem po naszej rozmowie ze starostą na pijaństwie wpadł kolejny lekarz. Miał dyżur na szpitalnym oddziale ratunkowym Psychiatra Jan pachniał czosnkiem. Miał 1,2 promila Złotów, powiatowe miasto leżące na północnym skraju województwa wielkopolskiego, choć ma bogatą historię i ładne położenie, rzadko wzbudza zainteresowanie mediów. — Ani to do końca Wielkopolska, ani Pomorze. Znajdujemy się w regionie Krajna, czyli na skraju, takim trochę zadu*** — mówi bez ogródek jeden ze złotowskich urzędników. Jednak miasto w końcu wyszło z cienia. Za sprawą pijanych lekarzy z powiatowego szpitala. Pierwszy wpadł doktor Jan, który do Złotowa trafił z sąsiedniego województwa. Był szykowany na nowego ordynatora szpitalnego oddziału psychiatrycznego, jedynego takiego w północnej Wielkopolsce. Miał się rozeznać w nowym miejscu. Tak się rozeznał, że ze Złotowa musiał odejść jakieś trzy tygodnie po przyjęciu. Był listopad ubiegłego roku. — Od początku czuliśmy, że coś z nim jest nie tak. Jadł czosnek, miał palącą twarz, twierdził, że jest uczulony na piankę do golenia, używał charakterystycznych perfum. Podejrzewaliśmy, że nadużywa. W końcu został przyłapany, że jest pijany. Nowemu dyrektorowi nie spodobało się, że to nagłośniliśmy i wezwaliśmy policję. Dawał sygnały, że takimi działaniami możemy doprowadzić do zamknięcia psychiatrii w naszym szpitalu, bo przecież brakuje specjalistów — opowiada nam pracownica szpitala. Doktor Jan miał 1,2 promila alkoholu. Sprawę zaczęły wyjaśniać policja i prokuratura. — Był pijany, ale w tym czasie nikogo nie przyjmował. Dlatego sprawa o potencjalne narażenie pacjentów została umorzona. W maju do sądu trafił jednak wniosek o jego ukaranie za wykroczenie, czyli za przebywanie w pracy w stanie nietrzeźwości — mówi Onetowi Andrzej Borowiak, rzecznik wielkopolskiej policji. Pijani lekarze to niejedyna bolączka szpitala. Problemem są również zgony pacjentów oraz lekarze widmo, którzy udają, że pracują w szpitalu i biorą za to pensje, a tak naprawdę w tym samym czasie mieli przyjmować w prywatnych gabinetach. W innych miastach niż Złotów. Czy starosta stał się zakładnikiem PiS? O tym, co dzieje się w placówce, opowiedzieli nam Joanna Harbuzińska-Turek, była dyrektor szpitala, Marcin Druszcz, jej były zastępca, oraz kilka innych osób. Część naszych rozmówców chce pozostać anonimowa. Albo nadal pracują w szpitalu, a nawet jeśli musieli odejść, mają obawy o swoją przyszłość. — Wolę nie podawać nazwiska, bo Złotów to małe miasto, z lokalnymi układami. Boję się zemsty i chcę jeszcze gdzieś pracować — mówi nam jeden z pracowników. Była dyrekcja i związani z nią pracownicy twierdzą, że zaczęli być marginalizowani, bo nie zgadzali się na narastające nieprawidłowości w szpitalu. Nie tylko na pijaństwo lekarzy. Także na szastanie publicznymi pieniędzmi i igranie z życiem pacjentów. Lepiej byłoby — tak mówią — żeby brudów nie wyciągać, bo tworzą zły klimat wokół starostwa współpracującego z PiS, skandale odstraszają od pracy lekarzy, których wciąż brakuje na rynku, a przede wszystkim wzbudzają obawy u pacjentów i pytania, czy szpital stał się "umieralnią". Jest jeszcze jedna kwestia — współpracujące z PiS starostwo może liczyć na pieniądze z Warszawy np. na rozbudowę szpitala. To miliony złotych na inwestycje. Nasi rozmówcy twierdzą, że im słabsza będzie kontrola nad przetargami, tym więcej pieniędzy może pójść "bokiem", a zlecenie dostaną zaprzyjaźnione firmy. Przykładowo szpital wciąż ma do wydania pieniądze z Rządowego Funduszu Inwestycji Lokalnych. Do połowy 2021 r. szpitalem powiatowym w Złotowie kierowała wspomniana Joanna Harbuzińska-Turek, lekarz laryngolog. Jest córką byłej przewodniczącej Rady Powiatu — jej mama i ona dobrze znają się ze starostą złotowskim. Mimo to musiała odejść. Do dziś zastanawia się, czym się naraziła i co spowodowało, że przegrała kolejny konkurs. — Wcześniej relacje ze starostwem były normalne, nie było żadnych nacisków, działaliśmy niezależnie. Starosta Ryszard Goławski mnie chwalił. Zmieniło się na początku 2021 r. Starosta zerwał koalicję z PO w Radzie Powiatu i związał się z PiS. Wkrótce zaczęły się ataki na szpital. Życzliwe mi osoby ostrzegały, że sobie szkodzę, chodząc w maseczce z symbolem Strajku kobiet. Miałam też taką nalepkę na samochodzie. Przed rozstrzygnięciem ubiegłorocznego konkursu, w którym starałam się o kolejną kadencję, czułam, że atmosfera wokół mnie się zmieniła. W lokalnej prasie pojawił się wtedy tekst, że starosta stał się zakładnikiem PiS. Zapytałam więc starostę — a jesteśmy po imieniu — czy w ogóle jest sens, żebym startowała w konkursie. Wymigał się od odpowiedzi, mówiąc, że nie ma żadnych nacisków politycznych, ale w sprawie konkursu musi jeszcze zadzwonić do lokalnego posła PiS. Wtedy nie wytrzymałam i zapytałam: Rychu, czy ty siebie słyszysz? Konkurs przegrała. Nowym dyrektorem szpitala w Złotowie został Artur Bobruk, który wcześniej pracował w szpitalu wojskowym w Wałczu. Wie o tym, że nowy dyrektor zna się z posłem PiS Czesławem Hocem, który kieruje Radą Społeczną szpitala w Wałczu i jest wiceszefem sejmowej Komisji Zdrowia. — Co ciekawe, gdy w czerwcu 2021 r. odbył się konkurs, okazało się, że pan Bobruk nie spełnia wymogów — nie ma studiów z zarządzania. Konkursu nie rozstrzygnięto, mimo że inni kandydaci spełniali wymogi. On szybko nadrobił braki w wykształceniu i już po miesiącu, w lipcu 2021 r., wygrał w powtórzonym konkursie — stwierdza Harbuzińska-Turek. W szpitalu, po odejściu Harbuzińskiej-Turek, zostali bliscy współpracownicy byłej dyrektor. W rozmowie z Onetem twierdzą, że szybko odczuli, że są niechciani, bo za dużo węszą i chcą kontrolować wydatki, również na rosnące pensje dla lekarzy. Kilku z nich — mieli m.in. dostęp do danych o kadrach i płacach w szpitalu — wkrótce straciło stanowiska. Zacznijmy od Marcina Druszcza. To były policjant, który kilka lat temu w szpitalu w Złotowie został zastępcą dyrektora ds. ekonomiczno-eksploatacyjnych. Potem, po odejściu Harbuzińskiej-Turek, jeszcze przez kilka miesięcy zachował stanowisko. — W końcu i ja zostałem zwolniony. Za skrupulatność. Oficjalnie zarzucono mi m.in. nieprawidłowości w dyżurach lekarzy, a przecież za tę działkę medyczną w ogóle nie odpowiadałem — mówi Marcin Druszcz. Druszcz uważa, że rzeczywiste powody jego zwolnienia były zupełnie inne — naraził się, bo piętnował pijaństwo lekarzy oraz fakt, że potajemnie opuszczali szpital, brali wynagrodzenie jakby byli w pracy, a tak naprawdę w tym samym czasie przyjmowali w prywatnych przychodniach w innych miastach. Nieobecność jednego z nich miała się zbiec ze wzrostem zgonów pacjentów. — W listopadzie zgłosiłem sprawę pijanego psychiatry, który miał 1,2 promila. W grudniu pijanego lekarza, który przyjmował na szpitalnym oddziale ratunkowym i miał aż 3 promile. Przyjechała policja, sprawa trafiła do mediów, szpital nie miał dobrej prasy. Nowemu dyrektorowi nie podobał się taki rozgłos. Z kolei w styczniu przyszedł anonim na lekarza, który jest znajomym nowego dyrektora, że opuszcza miejsce pracy. Gdy obecny dyrektor do niedawna kierował szpitalem wojskowym w Wałczu, właśnie ten lekarz był tam jego zastępcą — opowiada Marcin Druszcz. Autor listu, podpisany jako "życzliwy pracownik", przekonywał, że doktor Robert Sokołowski, którego dotyczył anonim, w godzinach pracy w szpitalu tak naprawdę wyjeżdża ze Złotowa i przyjmuje w prywatnych gabinetach. "Proszę się temu przyjrzeć, dochodzi do wyłudzenia środków szpitala. Wiem, że jest kolegą dyrektora, ale mam nadzieję, że powaga sprawy weźmie górę nad kolesiostwem" — pisał autor anonimu. To zgłoszenie osobiście zaczął wyjaśniać Marcin Druszcz, jeszcze wtedy zastępca dyrektora złotowskiego szpitala. — Sprawa była poważna, bo był to jedyny lekarz na oddziale paliatywnym w Złotowie. W lutym pojechałem do Szczecinka, do prywatnej przychodni, gdzie miał przyjmować. I przyłapałem go na tym, że zamiast być w Złotowie i kierować oddziałem paliatywnym, za co przecież brał publiczne pieniądze, w tym samym czasie pracował kilkadziesiąt kilometrów dalej. Do tej sprawy w szpitalu powołano komisję złożoną z
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.

Ten post ma 7 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.