W obronie lekarzy ze wschodu
248
W ciągu ostatnich 2 lat znacząco uproszczono procedurę zatrudniania lekarzy ze wschodu. Miało i dalej ma to praktyczne uzasadnienie pandemią oraz niedoborami lekarzy specjalistów skutkującymi niepokojąco często zamykaniem oddziałów. W kwietniu bieżącego roku wiceminister Kraska poinformował o 150 lekarzach z Ukrainy, którzy zgłosili gotowość do pracy. Mimo tej niezbyt dużej skali zjawiska w środowisku zawrzało, co dobrze obrazują dyskusje na naszym forum. Powstały poświęcone tej sprawie posty, np. "Lekarze ze Wschodu (Ukraina, Białoruś) - problem" albo "Lekarze ze wschodu zasilają niektóre oddziały, a także poradnie POZ".
W dyskusjach dominuje ton ksenofobicznej pogardy: lekarze ci określani są mianem "banderowców", "Ukrów", sugeruje się, że specjaliści powinni pracować jako salowe, pomoce kuchenne, że "plączą się między nogami". Padają fałszywe i skrajnie emocjonalne oskarżenia o to, że to wcale nie są lekarze, że sfałszowali dyplomy, mimo że warunkiem zgody Ministerstwa Zdrowia na dopuszczenie ich do pracy jest udokumentowanie wykształcenia i jak zaznaczył wiceminister Kraska dokumenty poświadczające uprawnienia są przeważnie wiarygodne. Innym często wysuwanym oskarżeniem jest brak znajomości języka polskiego, mimo że MZ zapewnia intensywny kurs językowy a część lekarzy ma polskie pochodzenie i dobrze zna język polski (pewnie mówią z akcentem - niewybaczalne). W
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.
Ten post ma 248 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.