Ratuję życie kobiecie w męskim WC.

60
Po kolei , chociaż nie jest to post kliniczny ,musimy zachować minimum przyzwoitości i chronologii.Jest wczorajszy wieczór,po upale sierpniowym szykuje się koncert plenerowy na tematy jazzowe.Ot, z sąsiedniej miejscowości trenerka emisji głosu sama postanawia pośpiewać do mikrofonu i pozbierać do kapelusza.Zamiast orkiesty mała skrzynka , ale nie o to chodzi. Śpiewa rewelacyjne jazzowe mruczanki zaczynajac od "Moon river" a zatrzymując się dopiero na" Naprawdę jaka jesteś nie wie nikt.." czyli "Jej portret". W międzyczasie Kapelusz zapełnia się, z tym że odwrotnie niż w kościel,e nie kapelusz chodzi za wiernym, tylko trzeba świadomie podejść, dokonać zrzutu i przyjąć wdzięczne spojrzenie wokalistki.Zasłuchałem się, zapadłem w leżaczek, na polu leżaczków, i aż ochlapałem się piwem, który to napój nadaje jazzowy charakter całej imprezie.Na razie jest sennie i parno ale się już chłodzi i po koncercie zaplanowano latino party, pod dachem i na scenie zewnetrznej.Z leżaczka obserwuje się jak miejscowe i przyjezdne kocice powolutku, czyli despacito, wbijają na imprezę. A gdzie ratowanie życia. Despacito.Dojdziemy niespiesznie i do tego fragmentu narracji. Kocice po kilku piwach tworzą taneczny krąg , wyginają się wdzięcznie, jedna robi coś z biustem, co w odniesieniu do siedzenia nazywa się twerkiem.Pół minuty kręcenia i i drugie tyle poprawiania b
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.

Ten post ma 60 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.