Refleksje po filmie „Lokatorka” wraz z analizą etyczno-utylitarną przesłania tego filmu
17
Pamiętacie ten film?
Film ten był emitowany niedawno. Chociaż był oparty na autentycznych wydarzeniach, w swoim tekście będę się posługiwał nazwiskami z filmu – jak gdybym pisał recenzję lub analizę przesłania jakie ten film niesie.
Jaką sytuację film przedstawiał: w kamienicy mieszka pani Markowska, której ojciec własnymi rękami odbudowywał tę kamienicę po wojnie. Mieszka tam z dawien dawna i posiada umowę z miastem na dożywotnie zakwaterowanie.
Pewnego dnia zjawia się niejaki pan Rzeźniczak, który na podstawie sfałszowanych papierów zdobył „tytuł własności kamienicy” w czym pomogli mu skorumpowani notariusze, adwokaci i sędziowie. Pan Rzeźniczak bez ceregieli oznajmia, że teraz ten budynek jest jego i pani Markowska ma się wyprowadzić albo płacić jemu za wynajem tyle, ile on sobie zażyczy.
„Prawo jest po mojej stronie” – oznajmia jej.
To nic, że przyzwoitość i sprawiedliwość są akurat po jej stronie. Liczy się „prawo”, bo jakżeby inaczej? Nie darmo w PRL kształcono całe pokolenia „prawników” w bardzo określony sposób, przez co de facto zniszczono etos tego zawodu. Ale dość o tym…
W momencie kiedy pan Rzeźniczak wchodzi jak do siebie, będąc tak pewny swego, pani Markowska hipotetycznie mogłaby po prostu bez ostrzeżenia wyciągnąć dostępny bez zezwolenia rewolwer czarnoprochowy i wpakować mu kulkę prosto w czoło. Mogłaby przy tym powiedzieć, odpowiadając mu poniekąd na ten bon-mot o „prawie po jego stronie”. Mogłaby powiedzieć: „Ale SPRAWIEDLIWO
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.
Ten post ma 17 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.