współpraca (na kanwie wątków sąsiednich)

0
widocznie na K24 nastała atmosfera narzekań na pielęgniarki. Dołączę się. Istnieje NPL w którym niegdyś cały czas, obecnie jedynie w weekendy i święta w godzinach 8 do 20 jest podwójna obsada internistyczna, pediatra jest cały czas więc pediatrę wyłączamy z rozważań. Wewnętrznym ustaleniem nie modyfikowanym nigdy od samego początku, jest lekarz stacjonarny, i lekarz wizytowy który jak to ładnie ujęto "poza czasem wizyt domowych" przyjmuje solidarnie i po równo ze stacjonarnym. Tyle ustalenia. Wiadomo co to generuje..... I teraz: wizyt domowych jest mniej teraz, radykalnie mniej niż przed pandemią. Nie wiem z czego wynika. Ale jednak- są. W czasie przedpanemicznym było ich dużo zwłaszcza że rejon ogromny. Powodowało to oczywistą frustrację lekarza stacjonarnego, odwalającego dziesiątki pacjentów podczas gdy lekarz wyjazdowy jak to jeden z byłych kierowników tego przybytku określił, "celebrował wizyty". Bo nie czarujmy się, na wizytach można poczarować. Jak kierowca przyjazny i nie wróg, to przecież nie doniesie, że lekarz poza tym że był u pacjenta, to 15 minut spędził w żabce i kolejne 10 minut na dymku- nie widać tego z poziomu ambulatorium chyba że ktoś doniesie. Albo można celebrować w domu itd. Wiadomo. Poza tym nawet u tych niecelebrujących, powstawało pytanie czym jest "czas wizyty". No bo tu objawia się cała męka stacjonarno-wyjazdowego NPLu. Ok wizyta przyjęta. Transport zamówiony. Mówią, że 15 minut. Spoko to się lekarz pakuje. Załóżmy że jest zima a nie każdy jest mną idącym na wizytę i tak w butach szpitalnych bez skarpetek z niedbale ubraną przewiewną kurteczką. Może ktoś się jednak przebiera. Ok 15 minut- transportu nie ma. To co ma się rozbierać i zacząć przyjmować solidarnie ze stacjonarnym, bo to jednak nie jest "czas wizyty"? Czy markować oczekiwanie na transport i tu nadaje się to trafne określenie, "celebrować wizytę"? A powrót ? Wizytę trzeba opisać. Rozebrać się. Itd. Rodziło to liczne kwasy. Rodziło to niekonsekwencję, np były pielęgniarki, które bezlitośnie realizowały ogólny matematyczny postulat równości przyjęć, tzn jak stacjonarny odwalił w czasie kilku dalekich wizyt wizytowego, kilkadziesiąt pacjentów, to pielęgniarki odkreślały wizytowemu liczbę wizyt jako sztuk pacjentów i twierdziły że on, powróciwszy, ma np 30 pacjentów ekstra do przyjęcia. Tłumaczenia, że po równo idzie "poza czasem wizyty", nie trafiały. Proponowałem w takim razie, wobec niemożności ustalenia co to jest "czas wizyty" i wobec jednoznacznej skłonności niektórych do ich ce
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.