ryba z frytkami

83
dziś kulturowo i antropologicznie. Przed wysokim sezonem nad Bałtykiem media znów o inflacji i o rosnących cenach. No fakt. I w kontekście wakacji nad Bałtykiem, dla wielu Polaków przecież nadal rytualnym celu wakacyjnych przemieszczeń, piszą o nieśmiertelnej "rybce z frytkami" i o rosnących nadal cenach tejże. Czasami jest to wariantowane na dłuższą wersję "rybka z frytkami i surówką". Spoko. Sam jestem zwolennikiem kuchni prostej, barowej, dziaderskiej. Co prawda zamiast turbo-polskiego zestawu "schabowy+ziemniaki+mizeria" wolę "filet panierowany+frytki+colesław", czasami jak najbardziej filet może być zastąpiony "rybką", taką też filetową, w panierce, prostą, smażoną, dziaderską. Ale to jest danie c o d z i e n n e. Barowe, nieomal fast-foodowe, żeby w brzuchu było milej w czasie codziennej orki w pracy. No naprawdę - wyjazd wakacyjny czy jakkolwiek go zwać, jest jednak czymś w rodzaju święta. I uważam że stołowanie się na takim wyjeździe powinno mieć także aspekt wymagania czegoś więcej od ""rybka (domyślnie panierowana i smażona) z frytkami i surówką". Piszę to stale w kontekście moich doświadczeń. Nie jestem fanem kulinariów. Nie umiem gotować, w ogóle. Nie znam nazwisk topowych kucharzy. Nie znam gatunków ryb, sposobów przygotowania, subtelności odmian ekspresji i perpecji komponenty smakowej umami (czyli "piątego smaku", charakterystycznego dla morskich potraw), I sam z radością wtrynię kawał rybska upanierowanego w towarzystwie frytek. Ale jednak ta odświętność wakacji/wyjazdów jako takich, skłania mnie jednak do jakichś poszukiwań, jakiejś stylowości. Miało to szczególne uzasadnienie nie tak dawno, kiedy miałem swoj
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.

Ten post ma 83 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.