według prezesa aborcję można sobioe załatwić za każdym rogiem. Może szydełkiem ale w szpitalu - nie

4
Aborcja ze wskazań medycznych jest w katalogu świadczeń NFZ. Ale gdy ordynator lub dyrektor szpitala nie chcą u siebie aborcji, to jej nie ma. Trzeba tylko powołać takich ordynatorów i zastraszyć lekarzy, żeby położyli uszy po sobie. – W Szpitalu Bielańskim robiliśmy do ośmiu aborcji na tydzień z powodu ciężkich wad płodu lub zagrożenia życia i zdrowia kobiety przed wydaniem wyroku Trybunału Konstytucyjnego i dwie tygodniowo po wydaniu wyroku. Robiłem legalne aborcje, gdy byłem ordynatorem, i chciałem, żeby szpital stworzył mi do tego warunki. Mówiłem o tym głośno w mediach wtedy i później, gdy byłem dyrektorem Szpitala Inflancka, również w Warszawie. Zostałem z dnia na dzień odwołany, a teraz dowiaduję się, że mój następca polecił robić jeszcze mniej aborcji. Nie ma pracy dla lekarzy, którzy je robili – mówi prof. Łukasz Wicherek, ordynator oddziału ginekologiczno-położniczego Szpitala Bielańskiego w Warszawie w latach 2019–2021, p.o. dyrektora Szpitala Inflancka w 2022 r. O potrzebie liberalizacji prawa aborcyjnego po wyroku TK w mediach wypowiadali się prof. Łukasz Wicherek, prof. Mirosław Wielgoś, prof. Krzysztof Preis oraz prof. Marzena Dębska – najlepsi specjaliści w Polsce w dziedzinie ginekologii. Wkrótce potem profesorowie Wicherek, Wielgoś i Preis przestali pełnić funkcje ordynatorów oddziałów ginekologiczno-położniczych, a prof. Dębska, jedyna specjalistka w Polsce i jedna z niewielu na świecie, która przeprowadzała operacje skomplikowanych wad serca u płodów, nie może kontynuować działalności klinicznej. Ich przykłady pokazują, że problemem w Polsce jest nie tylko skrajnie restrykcyjne prawo antyaborcyjne, lecz także praktyka zarządzania szpitalami i oddziałami ginekologicznymi. „Nieprawomyślni" szefowie są odwoływani lub zmuszani do odejścia. W efekcie szpitale nie przeprowadzają nawet tych aborcji, które są prawnie dopuszczalne i niezbędne dla ratowania życia kobiety. Pełny zakaz aborcji wchodzi kuchennymi drzwiami. A odbywa się to tak – Nie znam w Warszawie żadnego oddziału ginekologicznego, który otwarcie przyznaje, że wykonuje legalne aborcje ze wskazań medycznych. Znaczącą część pacjentek, które trafiają do nas ze skierowaniem do przerwania ciąży, stanowią kobiety z województwa mazowieckiego, bo w Warszawie nie uzyskały pomocy – mówi dr Maciej Socha, ordynator Oddziału Położniczo-Ginekologicznego Szpitala św. Wojciecha w Gdańsku. – Problemem są nie lekarze, tylko system, w którym funkcjonują, i to, jaki ton polityce medycznej szpitali nadają ich szefowie. Jeśli dyrektor nie życzy sobie wykonywania aborcji, to ona nie będzie wykonywana. Niezależnie od przyczyn. Gdy w maju w szpitalu w Nowym Targu zmarła 33-letnia ciężarna kobieta, Ministerstwo Zdrowia i Rzecznik Praw Pacjenta już kilka dni później przedstawili listę nieprawidłowości ze strony szpitala. Minister zdrowia Adam Niedzielski i prezes PiS Jarosław Kaczyński mówili jednym głosem: „W Polsce każda kobieta w przypadku zagrożenia zdrowia lub życia ma prawo do terminacji ciąży, czyli wykonania zabiegu aborcji". Sprytnie uskoczyli z linii strzału, zrzucając odpowiedzialność na lekarzy. AD – Gdy byłem dyrektorem szpitala przy Inflanckiej w Warszawie, robiliśmy aborcje zgodnie z prawem. Nie mogliśmy doprosić się wtedy od Narodowego Funduszu Zdrowia pieniędzy na świadczenia dodatkowe. Później szpital przy Inflanckiej połączył się ze Szpitalem Bielańskim, a ja zostałem ordynatorem połączonych oddziałów. Dyrektorem obu szpitali została Dorota Gałczyńska-Zych. Wtedy NFZ wypłacił pieniądze za te zaległe świadczenia dodatkowe za cały rok do tyłu – opowiada prof. Łukasz Wicherek. – Są pieniądze, gdy jest się w dobrych relacjach z funduszem. Ale wtedy nie można głośno mówić o aborcji. – Wiedzieliśmy, że po śmierci prof. Romualda Dębskiego będą problemy – mówi prof. Krzysztof Preis, perinatolog, były szef Kliniki Położnictwa Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku. Prof. Dębski zmarł w 2018 r. Był wysokiej klasy specjalistą w dziedzinie ginekologii, a prowadzony przez niego oddział w Szpitalu Bielańskim wielokrotnie wygrywał w konkursach na najlepszy oddział ginekologiczny w Polsce. Był to jeden z najlepszych ośrodków terapii prenatalnej. W przypadkach ciężkich, nieuleczalnych wad płodu wykonywano tam również przerwania ciąży ze wskazań medycznych, co było przyczyną ciągłych ataków ze strony organizacji antyaborcyjnych. Przed szpitalem pikietowały organizacje pro-life, podjeżdżające tu furgonetką antyaborcyjną, z której puszczano komunikaty nazywające prof. Dębskiego mordercą. Był jednym z niewielu lekarzy w Polsce, którzy mówili otwarcie o trudności z dostępem do legalnych aborcji w naszym kraju. – Wkrótce po śmierci męża zostałam wezwana do dyrekcji Szpitala Bielańskiego, gdzie dowiedziałam się, że dyrekcja ma problem z moim dalszym zatrudnieniem ze względu na działalność mojego męża i moją w tym szpitalu. Nic nie zostało powiedziane wprost, rzucane były niejasne oskarżenia. Pojawiły się absurdalne zarzuty dotyczące przeprowadzanych przeze mnie i mojego męża zabiegów wewnątrzmacicznych. Kuriozalne jest to, że kwestionowaniem naukowych podstaw takich terapii zajmowały się osoby nieposiadające odpowiedniego wykształcenia i wiedzy medycznej – mówi prof. Marzena Dębska, specjalistka terapii prenatalnej, jedyna w Polsce ginekolożka wykonująca zabiegi wewnątrzmaciczne na sercach płodów. Marzena Dębska ze zmarłym niedawno mężem Romualdem podczas pikiety zorganizowanej przez rodziców dzieci uratowanych przez lekarzy ze Szpitala Bielańskiego Marzena Dębska ze zmarłym niedawno mężem Romualdem podczas pikiety zorganizowanej przez rodziców dzieci uratowanych przez l
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.

Ten post ma 4 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.